Nasza spontaniczna wyprawa „gdzie koła poniosą”, czyli Włochy wiosną!

Potrzebowaliśmy urlopu. Oj, nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo czekałam na ten dzień, gdy wreszcie spakuję walizki. Nie mieliśmy jednak planu, a termin wyjazdu zbliżał się coraz bardziej. Notorycznie przeglądałam oferty „Last minute”, ale albo kierunek odstraszał, albo robiły to ceny. Już myślałam, że nic z tego nie wyjdzie, gdy Jacek rzucił od niechcenia „A może wypożyczymy kampera?”. Od tej chwili sprawy potoczyły się bardzo szybko. Na tyle szybko, że kolejnego dnia przekraczaliśmy granicę z Czechami siedząc w domku na kółkach.

kamperem z dziećmi

Pewnie zastanawiasz się jak wygląda sprawa wypożyczenia kampera? Nie jest to tanie rozwiązanie – my płaciliśmy 400 zł za dzień (w sezonie wakacyjnym ceny wahają się ok. 500-600 zł), ale ma wiele plusów. Po pierwsze: możesz zatrzymać się na parkingu, zasłonić rolety i po prostu pójść spać, gdy poczujesz zmęczenie. Po drugie: czujesz się jak w domu, bo w kamperze jest toaleta, prysznic, kuchenka, zlewy, a do tego wygodne łóżka z materacami. Ostatecznie za wyjazd zapłaciliśmy zdecydowanie mniej, niż w przypadku opcji „Last Minute” z biura podróży. A ile udało nam się zobaczyć! Przekonaj się gdzie byliśmy, specjalnie dla Ciebie udostępniam nie tylko naszą trasę, ale i dziennik pokładowy wyprawy pod hasłem „gdzie koła poniosą”!

Dzień 1:

Godzina 15:00 spakowani, wyruszamy na podbój świata. Po telefonie do kolegi, który przebywa w chłodnej, deszczowej Francji, planujemy trasę na południe, może tam będzie cieplej! Kierunek Włochy! Wierzymy, że nic nas nie zatrzyma, jednak około 23 dopada nas zmęczenie i zasypiamy na parkingu zaraz za czeską granicą.

Dzień 2:

Budzi nas chłód. Na zewnątrz nie widać oznak wiosny. Termometr wskazuje 5 stopni. Ruszamy dalej przez Czechy i Austrię. Późnym wieczorem docieramy do Włoch. W planach mamy Jezioro Garda, jednak powoli mamy dość siedzenia w aucie. Gry w tysiąca, 3-5-8 i w wojnę już nam się nudzą. Rozglądamy się za kempingiem. Google wskazuje mi dobrze oceniane pole z pięknym widokiem na jezioro. Gdy przybywamy na miejsce nie jesteśmy zachwyceni. Łazienki wyglądają jak wyciągnięte z czasów PRL-u: brakuje papieru, pod prysznicem są pająki, ale na szczęście leci ciepła woda! Jest zbyt ciemno by podziwiać widoki. Idziemy spać z nadzieją na pogodny ranek.

północne włochy wiosną

północne włochy gdzie pojechać

Dzień 3:

O szóstej rano budzi nas śpiew ptaków. Jest ich mnóstwo! Zachwycamy się ptasią muzyką, a po wyjściu z kampera – jeziorem ukrytym w górach. Śniadanie w takich okolicznościach przyrody to piękny początek wycieczki! Na mapie znajduję informację, że w okolicy są polecane ścieżki spacerowe wśród wodospadów. Musimy je zobaczyć! Opuszczając kamping zauważamy, że to nie ten, na którym chcieliśmy być. Ten wysoko oceniany był niecałe 100 metrów dalej! Spacer wzdłuż rzeki zdecydowanie poprawia nam humor. Niestety jest zimno. Zdecydowanie za zimno! Do tego jest niedziela i wszystkie sklepy, a nawet stacje benzynowe są zamknięte. Udaje nam się znaleźć restaurację, w której jak się okazuje. pracuje nasza rodaczka. Poleca nam ruszyć w kierunku Neapolu, bo podobno tam jest upalnie. Do Neapolu mamy kawał drogi, ale zakreślamy na mapie punkt, do którego chcemy dzisiaj dotrzeć: to Rimini! Odznaczam w myślach wszystkie atrakcje, które chce zobaczyć: Mirabilandię, Italię w miniaturze, Fiabilandię. Niestety okazuje się, że są czynne tylko w weekendy, a mój zegarek wskazuje czas: godzina 22:00 niedziela 14 kwietnia. Szukamy kempingu. Jak się okazuje – w tym regionie otwierają się dopiero za tydzień! Nocujemy na osiedlowym parkingu. Gdy szliśmy po pizzę, drogę przebiegły mi dwa szczury. A może to był jeden i ten sam, tylko dwa razy? W każdym razie nie zapowiada się dobrze!

północne włochy co zobaczyć

północne włochy kamperem

północna część włoch gdzie

Dzień 4:

O pierwszej w nocy budzi mnie rozmowa dwóch mężczyzn. Stoją tuż pod drzwiami kampera. Boję się i obiecuję sobie, że więcej nie śpimy na dziko! Po ciężkiej nocy, idziemy pospacerować po plaży. Rimini przed sezonem wygląda jak wymarłe miasto. Jest pusto. Nic się nie dzieje. Ruszamy w kierunku San Marino. Wspinamy się na górę. Chłopcy z niesamowitą energią i zapałem, bo wiedzą, że gdzieś tam, na górze znajduje się Muzeum Tortur, które koniecznie chcą zobaczyć. Po chwili znajdują również Muzeum wampirów. Na to nie udaje im się mnie namówić. Spacerujemy pomiędzy uliczkami, robimy zakupy u sympatycznego Polaka, który podpowiada nam co warto przywieźć z San Marino, a potem bogatsi o kilka win, kawę i szynkę wracamy do kampera. Ruszamy w kierunku Pizy, po górzystych serpentynach. W okolicy Florencji znajdujemy kamping Firenze Camping in Town i postanawiamy na nim zostać. To chyba najlepsze miejsce na jakim spaliśmy. Czystością i poziomem wygód nie odstaje od czterogwiazdkowych hoteli! Do łazienek aż chce się wchodzić! Dodatkowo jest specjalne pomieszczenie dla dzieci z małymi prysznicami, niskimi zlewami itp. Co więcej, na terenie kempingu jest basen! A na recepcji informują nas, że za 3 Euro bus zawiezie nas do samej Florencji w obie strony!

rimini wiosną

san marino co zobaczyć

san marino muzeum tortur

toskania wiosną

Dzień 5:

Zwiedzamy Florencję! Jest niesamowita! Prześcigamy się w tym kto pierwszy policzy najwięcej posągów. Niestety nie zwiedzamy bazyliki – kolejka ciągnie się od wejścia, aż po tylne drzwi. Kilka godzin czekania? Nie tym razem! Ale włoska kawa, lody i tiramisu to coś czego potrzebowałam! Po kilku godzinach wracamy na kemping. Czas ruszać dalej. Pakuję manatki, a chłopcy zażywają kąpieli w basenie przed dalszą podróżą. Po południu docieramy do Pizy. Obiecujemy sobie, że nie będziemy robić dziwnych zdjęć z udawanym podtrzymywaniem wieży, ale na miejscu kapitulujemy i mamy całą sesję! Ruszamy dalej w kierunku Cingue Terre. Droga jest wąska i kręta. Na kampingach nie ma miejsc. Stajemy na parkingu przy zjeździe z autostrady i układamy się do snu.

florencja co zwiedzić

florencja z dziećmi

atrakcje we florencji

krzywa wieża w pizie czy warto

Dzień 6:

Chcemy jeszcze chociaż przez chwilę popatrzeć na morze. Niestety okolice nie są zbyt mile nastawione do kamperowców. Ciężko gdziekolwiek zaparkować. Po wielu, wielu, wielu kilometrach w końcu znajdujemy odpowiednie miejsce. Woda nadal jest lodowata. Na szczęście słońce praży! Ruszamy do miejsca wybranego przez chłopców: Allianz Arena. To tutaj na murawę wychodzą: Szczęsny, Ronaldo i Dybala. Moi panowie są zauroczeni Stadionem Juventusu, a ja dla odmiany strasznie rozczarowana! W porównaniu z Santiago Bernabeu (stadion Realu Madryt) jest malutki i mało komercyjny. W sklepie widzimy jedynie koszulki z Ronaldo w zawrotnej cenie 100 Euro za sztukę! Mam ochotę zostać dłużej w Turynie, jednak coraz mniej czasu zostało nam na podróżowanie. Kolejny kierunek – jezioro Garda! Późną nocą docieramy na kamping i spotyka nas rozczarowanie: nie ma papieru, nie ma ciepłej wody, nie ma wifi, Jest za to basen, ale zagrodzony, bo „podobno” jeszcze za zimno na kąpiele.

północna część włoch z dziećmi

zwiedzanie stadionu juventus

allianz arena zwiedzanie

Dzień 7:

To był wspaniały dzień! Mogłabym zamieszkać w Parku Rozrywki Gardalandia i myślę, że szybko by mi się nie znudziło! Karuzele, rollercostery, kolejki to coś co uwielbiam. Chociaż niektóre wolę oglądać z ziemi 🙂 Nie tylko przejażdżka na kolejce górskiej podniosła nam adrenalinę. W pewnym momencie zauważyliśmy, że nie mamy telefonów! Żadnego! Prawdopodobnie wypadły nam z kieszeni na rollercosterze. Szok, panika! Przecież nie mamy innej nawigacji! I tu ogromny plus i ukłony dla załogi Gardalandii, bo zanim zorientowaliśmy się gdzie szukać, telefony były do odebrania w punkcie informacji! |Przedłużamy wypoczynek o jeden dzień. Musimy jeszcze zobaczyć Movieland!

gardalandia z dziećmi

gardalandia czy warto

jezioro garda z dziećmi

Dzień 8:

Movieland jest dużo młodszym parkiem rozrywki od Gardalandii. Nie ma w nim tak dużo rollercosterów, chociaż kilka naprawdę mocnych się znajdzie! Ale za to jest ogrom atrakcji w kinie 5D, symulator łodzi podwodnej, przejażdżka z profesjonalnym kaskaderem na Super Jet czy samodzielna wyprawa terenówką wśród ruchomych dinozaurów. Po dniu pełnym przygód, ruszamy z powrotem do Polski! Za kilkanaście godzin będziemy w domu!

gardalandia czy movieland

movieland z dziećmi

movieland czy warto

Podczas naszej wyprawy, przemierzyliśmy ponad 4000 km! Zerknij na mapę:

Jak zauważyłaś do tej pory bardzo dokładnie opisywałam nasze wojaże. Tym razem postanowiłam spróbować czegoś nowego: skróconej wersji w postaci dziennika pokładowego. Jak podoba Ci się taka opcja? A może wolisz poczytać więcej? Napisz jakie masz pytania, co Cię interesuje, a postaram się na wszystko odpowiedzieć!

To była fantastyczna wyprawa! Jak tylko będziemy mieli okazję, ponownie zamawiamy kampera i jedziemy w trasę! A Ty jaki kierunek wybrałabyś na urlop w domu na kółkach?

północne włochy z dziećmi


Cześć! Miło mi, że zajrzałaś na moją stronę! Jestem Sylwia - mama dwóch fantastycznych chłopców, miłośniczka trendu "Zrób to sam" i wyszukiwania trików ułatwiających życie (albo raczej nic nierobienie). Czytam książki prawie tak szybko, jak biegam za dziećmi, wolne chwile spędzam na spacerach szukając ciekawych kadrów.

Polub moją stronę na Facebooku: https://www.facebook.com/Mamawdomu/
Zajrzyj na mój Instagram: https://www.instagram.com/mamawdomu//
Zerknij również do mojego sklepu: http://www.mamawdomu.pl/sklep//


Reklama:
Będzie mi miło, gdy podzielisz się tym wpisem z innymi 🙂
Share on Facebook
Facebook
Share on LinkedIn
Linkedin
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email
Share on Google+
Google+
Pin on Pinterest
Pinterest

2 komentarze/y w poście “Nasza spontaniczna wyprawa „gdzie koła poniosą”, czyli Włochy wiosną!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *