Jak wybrać szkołę dla dziecka?

Wielu rodziców zerówkowiczów stoi przed dylematem: jaką szkołę podstawową wybrać dla swojej pociechy? Na co postawić: oddalenie od domu, wyniki szkoły, opinie znajomych, młodą i pełną zapału kadrę czy raczej starszą i doświadczoną? Nie podpowiem Wam rozwiązania, ale napisze o swoich dylematach i refleksjach związanych z takim wyborem.

szkolne diy

Pierwsze i najczęściej wybierane kryterium to lokalizacja. Jak dobrze byłoby trafić na idealną placówkę znajdującą się w niedalekiej odległości od domu. Jednak nie wszyscy mają tyle szczęścia. Często niezbyt dobra opinia o pobliskiej szkole, skłania do wyboru innej placówki w niekoniecznie przystępnej lokalizacji. Niestety w takiej sytuacji często napotykamy na przysłowiową ścianę zwaną w tym wypadku „rejonizacją”. Dyrektor jednej ze szkół do jakiej chciałam wysłać mojego syna poinformował mnie wprost, że mamy marne szanse na miejsce, mieszkając w oddalonej okolicy. Szkoła w pierwszej kolejności musi przyjąć dzieci z rejonu, a jeśli zostaną wolne miejsca można się o nie ubiegać. Jednak w roczniku tzw. wyżu demograficznego nie liczyłabym na łut szczęścia. Podpowiem tylko jedną małą lukę w rekrutacji – na wniosku wpisuje się miejsce zamieszkania nie zameldowania. W teorii szkoła ma obowiązek sprawdzić czy dziecko faktycznie mieszka w zaznaczonej lokalizacji jednak w praktyce różnie z tym bywa.

Co w takim wypadku? Nadal nie chcemy posyłać dziecka do szkoły znajdującej się w regionie, a na inną placówkę państwową mamy marne szanse. Jeśli stać nas na opłacenie comiesięcznego czesnego możemy rozważyć oferty szkół prywatnych. Przejrzałam kilka stron poświęconych rekrutacjom w powyższych placówkach i skłoniło mnie to do zastanowienia.W większości szkół nabór odbywa się na zasadzie wstępnych rozmów kwalifikacyjnych. Nic innego jak zwykła selekcja, wybranie jednostek pasujących do z góry ustalonego profilu szkoły. Jak się odbywa? W jednej ze szkół pierwsza tura polega na godzinnej obserwacji dziecka w otoczeniu innych kandydatów – jak się zachowuje, czy nawiązuje relacje z rówieśnikami itp. Gdy psycholog łaskawym okiem spojrzy na naszego malucha możemy dostać się do drugiej tury, a mianowicie rozmowy indywidualnej. W innej szkole znanej z najlepszych wyników w województwie na stronie znajdziemy spis oczekiwań wobec kandydata m.in. dodaje i odejmuje w zakresie do 10, wymienia liczby w  kolejności oraz wspak, próbuje czytać wyrazy i proste zdania, rozpoznaje wybrane ekosystemy, nazywa stolicę, największą rzekę. Lista jest naprawdę długa i weryfikowana podczas rozmowy wstępnej. A czy to nie szkoła powinna zapewnić edukację mojemu dziecku? W myśl zasady przyjmujemy tylko najlepszych, najzdolniejszych, stąd nasze wyniki! Dodam tylko, że szkoła szczyci się zwiększoną o 10 liczbą godzin lekcyjnych tygodniowo w stosunku do szkół państwowych!

Czytam, sprawdzam, oczom nie wierzę i przecieram je ze zdumienia. Czy świat zwariował? Czy tylko mnie się wydaje, że od małego (od 6 lat!) wpychamy dzieci w wyścig szczurów! Czy nie liczy się nic poza wynikami? A gdzie czas i miejsce na zabawę, zawieranie pierwszych szkolnych przyjaźni? Taka szkoła to dla mnie istna wylęgarnia olimpijczyków! Pytanie tylko czy tak „tresowane” dzieci znajdują w życiu szczęście?

Jako matka stoję na rozdrożu, szukam rozwiązania! Z jednej strony szkoły państwowe, w których nie ma miejsca na kreatywność, dziecko ma nikłe szanse na dostrzeżenie i rozwój talentów w edukacji zdominowanej tzw. „kluczem”, a każde odstępstwo od normy jest traktowane jak przejaw buntu. Czy trafi na dobrego, rozsądnego nauczyciela, który będzie potrafił pokierować młodym człowiekiem, obudzić w nim pasję, czy też na nauczyciela, który poprzez podniesienie wieku emerytalnego dalej pracuje w szkole mimo wypalenia i znudzenia zawodem? Z drugiej strony szkoły prywatne, które reklamują się indywidualnym podejściem do dziecka, nauką w małych klasach i licznymi zajęciami dodatkowymi. Ale czy nie należy się bać opisanego wcześniej dążeniu do perfekcji, aby zaspokoić pokładane w dziecku zbyt ambitne nadzieje nie tylko nauczycieli, ale i rodziców.

Co wybrać? Po pierwsze droga mamo i drogo tato, pojedźcie (najlepiej z dzieckiem) do szkół, w których naukę rozważacie. Sprawdźcie jak wygląda w nich zwykły dzień, jaka panuje atmosfera i jakie są warunki. Porozmawiajcie o swoich oczekiwaniach z dyrekcją i dokonajcie słusznego wyboru.

Na szczęście nie wszystkie szkoły prywatne stawiają tylko na wyniki. Na szczęście w szkołach państwowych pracują również nauczyciele z pasją, którzy czasem ignorują ustalone z góry klucze. Wierzę, że jako rodzice dobrze znacie swoje dzieci i wiecie co będzie dla nich najlepsze. Na koniec pytanie: czy tylko ja jestem taką nadgorliwą matką i mam tyle dylematów związanych z dalszą edukacją moich dzieci, czy to normalne na tym etapie? Drogie mamy tegorocznych absolwentów przedszkolnych napiszcie jak to jest w Waszym przypadku.

Zapisz


Cześć! Miło mi, że zajrzałaś na moją stronę! Jestem Sylwia - mama dwóch fantastycznych chłopców, miłośniczka trendu "Zrób to sam" i wyszukiwania trików ułatwiających życie (albo raczej nic nierobienie). Czytam książki prawie tak szybko, jak biegam za dziećmi, wolne chwile spędzam na spacerach szukając ciekawych kadrów.

Polub moją stronę na Facebooku: https://www.facebook.com/Mamawdomu/
Zajrzyj na mój Instagram: https://www.instagram.com/mamawdomu//
Zerknij również do mojego sklepu: http://www.mamawdomu.pl/sklep//


Reklama:
Będzie mi miło, gdy podzielisz się tym wpisem z innymi 🙂
Share on Facebook
Facebook
Share on LinkedIn
Linkedin
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email
Share on Google+
Google+
Pin on Pinterest
Pinterest

8 komentarze/y w poście “Jak wybrać szkołę dla dziecka?

  1. Szkołę dla mojej Emilki będę wybierała dopiero za rok, ale już o tym myślę. Ba, myślałam już o tym przy wyborze przedszkola, ponieważ wybierając montesoriański system edukacji, musiałam zdecydować o tym wcześniej (przyjęcie do szkoły Montessori musi być poprzedzone co najmniej rocznym uczęszczaniem do takiegoż przedszkola). Ale dylemat i tak jest, bo: mogę zrezygnować z systemu M. i wybrać zwykłą szkołę, w dogodniejszej lokalizacji; jeśli pozostanę przy tym systemie (a tak raczej będzie) to mam do wyboru dwie szkoły – jedną blisko domu, drugą blisko pracy (różnica ok. 15 km).
    Staram się dużo rozmawiać z rodzicami, których dzieci uczęszczają już do tych szkół. Zwracam uwagę na efektywność pracy na lekcji, na pracę nauczyciela. Czy jest to na zasadzie: odbębnić lekcję, a potem zadać furę ćwiczeń do domu, czy też tak zorganizować czas spędzony w szkole, żeby w domu dziecko miało czas na odpoczynek i zabawę, a wiedzę i umiejętności posiadło. Chciałabym, żeby moje dziecko lubiło się uczyć, a nie spędzało wieczory nad zeszytami w celu osiągnięcia jak najlepszego wyniku.
    Może jestem fantastką, ale z moich rozmów z rodzicami starszych dzieci (jak również doświadczeń przyrodniego brata Emilki) wynika, że wyniki szkoły wcale nie są najważniejszym kryterium. Bo to, że dziecko osiągnie wysoką ocenę na egzaminie wcale nie oznacza, że nauczy się myśleć. A to w myśleniu jest przyszłość 🙂

    A co do szkół prywatnych – pewnie jest różnie. Mój mąż jest nauczycielem w takowej (co prawda w liceum i gimnazjum) i mogę zapewnić, że tyle pracy, ile wkłada się tam w przygotowanie lekcji – żeby była ona atrakcyjna, ciekawa dla ucznia, to w państwowej szkole chyba się nie spotyka. Uczeń ma tam wiele możliwości nauczenia się – jeśli nie na lekcji, to na zajęciach dodatkowych z danego przedmiotu, które są zaplanowane w stałych terminach, jak również może umówić się z nauczycielem na spotkanie indywidualne i nie ma możliwości, żeby nauczyciel odmówił. Oczywiście, że szkoła dba o wyniki – jeśli będą kiepskie, rodzice nie będą posyłać tam dzieci, skoro będą mogli wybrać bezpłatną szkołę z rejonu. Ale na pewno nie odbywa się to poprzez wymagania od dzieci bezmyślnego wkuwania treści z podręcznika.

    Życzę powodzenia w dokonywaniu wyboru!

  2. Nas to czeka za 1,5 roku ale mamy o tyle dobrze, że 5 min spacerkiem od domu mamy dwujęzyczną porządną szkołę podstawową i tuż obok gimnazjum także nas problem z wyborem szkoły nas ominie.
    Choć wolałabym aby córka zaczynała szkołę w wieku 7 lat, a nie 6.

    • Aggie ja też bym wolała, niestety ktoś baaardzo mądry zdecydował inaczej (ironia, gdyby ktoś nie zrozumiał). Zazdroszczę braku dylematu skoro macie fajną szkołę w pobliżu.

  3. Właśnie ze względu na edukację syna wróciłam po latach do Lublina. Chciałam, żeby poszedł do tej samej podstawówki co ja, moja mama i babcia. Teraz jednak mam dylemat, bo wszystko się zmieniło i szkoła, która kiedyś była dobra, teraz niekoniecznie. Ciągle szukam, mam na to jeszcze rok. Na zachodzie rodzice są skłonni do przeprowadzki ze względu na dobrą szkołę, ja też biorę to pod uwagę.

  4. Pingback: Jak wybrać szkołę dla dziecka? | Polskie Rękodzieło
  5. Moim zdaniem prywatna szkoła jest o wiele lepsza… Sama zapisałam córkę do prywatnej Szkoły Wesołe Słoneczka w Katowicach i widzę jakie efekty przynosi nauka w takiej szkole.

  6. Też wybralam szkołę podstawową prywtaną. Jestem z Warszawy, więc takich szkół w stolicy jest naprawde dużo. Syn chodzi do 3 klasy, do szkoły podstawowej im. Wiktorii Wiedeńskiej , jest to placówka prowadzona przez fundację varsovia. Dużo fajnych rzeczy się tam dzieje, zajęć dodatkowych dla dzieci też jest sporo. No i wiadomo jak to w prywatnej – klasy mniejsze i ogolnie jest lepiej.

  7. W sporze pomiędzy wyborem szkoły prywatnej i publicznej nie ma wygranych – są jedynie nasze osobiste opinie. Według mnie, niestety, nauczanie w szkole niepublicznej wciąż stoi na o wiele wyższym poziomie, niż ma to miejsce w placówkach publicznych. Niestety, bo to powinno już dawno zostać wyrównane. Moje dzieci chodzą do prywatnej podstawówki w Szczecinie – „Promyk” i szczerze powiem, nie wyobrażam sobie teraz ich funkcjonowania w szkole publicznej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *