Bierzemy misia w teczkę

Wyobraźcie sobie przepiękną plażę czy to nad Polskim czy też zagranicznym morzem. Złocisty piasek pod stopami, lekki wiatr we włosach i dłonie zanurzone w morskiej kipieli. Nie chcielibyście się tam znaleźć? W marzeniach wygląda to pięknie, ale … No właśnie są ludzie, którzy zawsze znajdą jakieś „ale” (niezależnie czy byli nad morzem, w górach, czy u babci na wsi) i to jedno „ale” przekreśla cały wakacyjny odpoczynek. Lista może być naprawdę długa. Tak to jest przy planowanym wyjeździe. Wystarczy, że jedna drobna rzecz się posypie i cały misternie ułożony schemat legnie w gruzach. A gdyby tak pojechać bez planu? Pomyślicie, że to istne wariactwo jechać przed siebie bez zarezerwowanego noclegu i do tego z małymi dziećmi. Ale my tak właśnie zrobiliśmy!

Wczoraj spakowaliśmy walizki. Zabraliśmy zarówno stroje kąpielowe jak i jesienne ciepłe kurtki. Dziś wyruszyliśmy. Kto wie co się wydarzy? Gdzie dojedziemy? Tego jeszcze nie wiemy. Ogranicza nas jedynie założony z góry czas powrotu i nasze zwariowane pomysły.

Od dawna w mojej głowie pojawiała się myśl, aby spakować potrzebne rzeczy i wyruszyć „zwiedzać świat”. Bardzo chciałabym zobaczyć Paryż, Amsterdam, następnie dojechać do Madrytu a może trochę dalej. Jednak na taką wyprawę moi chłopcy są jeszcze zbyt mali i niecierpliwi. Dlatego wyruszyliśmy w góry.  Z pewnością zahaczymy o Słowację, w pogotowiu mam jeszcze przewodnik po Budapeszcie. Czas wszystko zweryfikuje.

Jakie są plusy spontanicznego wyjazdu?

Po pierwsze zatrzymujemy się tam gdzie mamy na to ochotę, nie ogranicza nas ani czas, ani miejsce docelowe. Jeśli widzimy coś wartego zobaczenia po prostu zatrzymujemy auto i idziemy rozprostować nogi.

Po drugie nie męczymy się podróżą. Sami decydujemy gdzie nocujemy, nie jedziemy tam gdzie zarezerwowaliśmy nocleg, ale tam dokąd mamy siłę. I tak dzisiaj liczyliśmy na nocleg na Słowacji, ale jeszcze w Rabce stwierdziliśmy, że już czas odpocząć. Dodatkowo zwabił nas Rabkoland, który z pewnością jutro odwiedzimy.

Po trzecie ciekawość co będzie dalej i ta lekko podniesiona adrenalina podczas podróży.

Nie obędzie się jednak i bez minusów:

Po pierwsze spontaniczne pomysły nie zawsze idą w parze z możliwościami. Dzisiaj zboczyliśmy z kursu widząc przy obwodnicy Krakowa zjazd na Wieliczkę. Stwierdziliśmy, że może to jest niepowtarzalna okazja, aby pokazać chłopcom „skąd się bierze sól w solniczce”. Niestety jakieś kilkaset osób miało podobny pomysł. I tym sposobem straciliśmy kasę za parking, a widząc naprawdę ogromną kolejkę po bilety do kopali soli zrezygnowaliśmy z tego pomysłu (podobno godzina stania w ogonku).

Po drugie szukanie noclegu na szybko nie zawsze dobrze się kończy. Na szczęście na głowę nam nie pada, ale hotel pozostawia wiele do życzenia i zdecydowanie nie jest dostosowany pod rodziny z dziećmi.

Czy dobrze zrobiliśmy zamierzając się na spontaniczną wyprawę czy lepiej było postawić na dokładnie zaplanowany wypoczynek? O tym będę mogła napisać po powrocie, ale już dzisiaj wiem, że wspomnienia będziemy mieli wyjątkowe.

ilustracja  pochodzi ze strony: http://www.przedszkole2.ids.bielsko.pl/z_zycia.htm


Cześć! Miło mi, że zajrzałaś na moją stronę! Jestem Sylwia - mama dwóch fantastycznych chłopców, miłośniczka trendu "Zrób to sam" i wyszukiwania trików ułatwiających życie (albo raczej nic nierobienie). Czytam książki prawie tak szybko, jak biegam za dziećmi, wolne chwile spędzam na spacerach szukając ciekawych kadrów.

Polub moją stronę na Facebooku: https://www.facebook.com/Mamawdomu/
Zajrzyj na mój Instagram: https://www.instagram.com/mamawdomu//
Zerknij również do mojego sklepu: http://www.mamawdomu.pl/sklep//


Reklama:
Będzie mi miło, gdy podzielisz się tym wpisem z innymi 🙂
Share on Facebook
Facebook
Share on LinkedIn
Linkedin
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email
Share on Google+
Google+
Pin on Pinterest
Pinterest

2 komentarze/y w poście “Bierzemy misia w teczkę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *