„Gałgankowy skarb” Z. Lengren – recenzja

Od Wydawnictwa Babaryba otrzymaliśmy kilka książek do zrecenzowania. Jedną z nich jest „Gałgankowy skarb” Zbigniewa Lengrena. Może niektórzy z Was kojarzą tą pozycję z dzieciństwa. Ja spotkałam się z nią po raz pierwszy.

Opowiada jakże zapewne znaną z codziennych sytuacji, nie tylko rodzicom ale i dzieciom historyjkę o zagubieniu ukochanej zabawki – w tym przypadku murzynka. Każde dziecko wpada w rozpacz, gdy nie może odnaleźć swojego skarbu. Tak też zdarza się i w tej książeczce. Mała Kasia płacze, a wszyscy aby ją pocieszyć szukają zguby, a nawet przynoszą jej podarki na pocieszenie. W poszukiwania angażują się nie tylko rodzice, ale i ciocia, babcia, listonosz, ogrodnik, stróż itd. Na szczęście cała historia kończy się happy endem, gdy piesek odnajduje małego murzynka.

Po przeczytaniu pierwszy raz tej historyjki nie byłam do niej przekonana. Zdziwiło mnie zatem, gdy mój młodszy synek – Damianek przynosił mi po kilka razy akurat tą książeczkę prosząc o poczytanie. Nie wiem czy bardziej spodobało mu się pokazywanie poszczególnych osób czy miejsc na ilustracjach w książeczce, o których mu czytałam czy może mama udająca płaczącą Kasię („-Aa… aa… a! Bee… ee… e! Ja moją szmacia…ną laleczkę chcę!”)

Plusy tej pozycji to miły, łatwo wpadający w ucho wierszyk, duża ilość ilustracji w starym stylu (podobne jak kiedyś były w „Świerszczykach”), ciekawa i dobrze kończąca się historia. I co najważniejsze grube strony, czyli pozycja dozwolona dla najmłodszych czytelników, którzy dopiero poznają książki.

Minus jaki mi się mocno rzuca w oczy to zbyt wysoka cena jak za taką książeczkę. Rozumiem, że twarde, grube kartki są droższe, ale jednak nie każdy rodzic jest skłonny wydać 22 zł (cena sugerowana na okładce) za jeden wierszyk. Chociaż zapewne jest pokolenie, które z sentymentem do wierszyka, z chęcią kupi tą pozycję, aby zapoznać z nią swoje dziecko.

Recenzję przygotowałam już kilka dni temu na podstawie własnych odczuć oraz obserwacji reakcji Damianka. Nie myślałam, że książeczka może zainteresować Krzysia – już przedszkolaka. A dzisiaj przy śniadaniu nasz czterolatek „przeczytał” ją sam tacie. Bardzo szybko nauczył się wierszyka przysłuchując się jak czytałam go Damiankowi i patrząc na ilustrację prawie dokładnie powtórzył jego treść.


Cześć! Miło mi, że zajrzałaś na moją stronę! Jestem Sylwia - mama dwóch fantastycznych chłopców, miłośniczka trendu "Zrób to sam" i wyszukiwania trików ułatwiających życie (albo raczej nic nierobienie). Czytam książki prawie tak szybko, jak biegam za dziećmi, wolne chwile spędzam na spacerach szukając ciekawych kadrów.

Polub moją stronę na Facebooku: https://www.facebook.com/Mamawdomu/
Zajrzyj na mój Instagram: https://www.instagram.com/mamawdomu//
Zerknij również do mojego sklepu: http://www.mamawdomu.pl/sklep//


Reklama:
Będzie mi miło, gdy podzielisz się tym wpisem z innymi 🙂
Share on Facebook
Facebook
Share on LinkedIn
Linkedin
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email
Share on Google+
Google+
Pin on Pinterest
Pinterest

3 komentarze/y w poście “„Gałgankowy skarb” Z. Lengren – recenzja

  1. Pamiętam z dzieciństwa, uwielbiam! Gdzieś na strychu jest jeszcze „oryginalna” wersja sprzed lat 🙂 Wspominam jak Dziadek mi czytał… dziś znam na pamięć i „klepiemy” razem z Synkiem – wierszyk uroczy, ciepły i dzieciaki lubią 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *