Kilka słów o tym jak bardzo chciałam zostać fit mamą i jak okazało się, że od dawna nią jestem!

Od zamierzchłych czasów kobiety przejmowały się swoim wyglądem. Gdyby tak nie było, pewnie nadal chodziłybyśmy rozczochrane, bo nikt nie wpadłby na pomysł stworzenia grzebienia. To, że ktoś wymyślił pomadki, cienie do oczu czy też puder, tylko potwierdza moją teorię. Każda kobieta przejmuje się swoim wyglądem. Każda chce wyglądać pięknie niezależnie od tego, czy robi to dla ukochanego mężczyzny, zazdrości koleżanek czy dla samej siebie. Można by powiedzieć, że to płytkie, bo przecież najważniejsze jest to co w środku, jednak z kobiecą naturą nie wygrasz. A teraz zapraszam Cię do przeczytania opowieści o tym, jak mimo tego, że z jeansów wystają mi niepokojących rozmiarów boczki, stwierdziłam, że jednak jestem fit!

   ćwiczenia dla mam

Jak co roku pod koniec lutego uznałam, że mam już stanowczo dość zimy! Jestem człowiekiem ciepłolubnym i z niecierpliwością czekam na wiosnę, a tym bardziej na upalne lato! Przynajmniej tak stwierdziłam siedząc na kanapie. Moje myślenie zmieniło się w momencie gdy wchodząc do łazienki, spojrzałam w lustro i zobaczyłam wyraźnie zaokrągloną buzię. Niżej było już tylko gorzej! Pelikany, wystające boczki, tyłek idealnie dopasowany do kanapy. Momentalnie zaczęłam biec po sweter typu oversize, który zakryje to wszystko. Wróciłam na kanapę i pomyślałam, że ta zima wcale nie jest taka zła! Przynajmniej wszystkie nadprogramowe kilogramy można spokojnie zatuszować! Pogodziłam się już z tą myślą. Do czasu aż zajrzałam na Instagram, a tam po kolei zgrabne, uśmiechnięte fit mamy śmiały mi się w nos! Pomyślałam sobie „ja Wam pokażę!” i to miał być przełom!

Przełomowy moment (w teorii)

Założyłam sportowe obuwie, modną koszulkę i legginsy, kupione jakiś rok temu, gdy (tak jak i tym razem) w planach miałam ćwiczenia, bieganie i odchudzanie! Przed ćwiczeniami zrobiłam odżywczy koktajl, bez którego żadna fit mama nie zaczyna treningu. Mata rozłożona, napój jest, stylowe ubranie i pamiątkowy selfiak również. No to włączam DVD. Uśmiechnięta Ewa Ch. motywuje mnie do ćwiczeń. Wspomina coś o bikini, o lecie, o tym, że warto, a ja po kilkunastu minutach mam jej już dość i całego tego odchudzania. I znowu nie chcę tego lata! Poziom zdenerwowania wzrasta w momencie, gdy w pokoju pojawiają się moje dzieci. Jak na złość! Siadają na kanapie i obserwują. Mogłabym robić cokolwiek: sprzątać, gotować, czytać książkę i wtedy się mną nie zainteresują, chociażbym ich wołała, ale jak tylko zaczynam ćwiczyć, oni są obok. I patrzą. Właściwie im się nie dziwię, bo to bardzo rzadki widok. Gdyby tylko przy tym nie komentowali. A oni zaczynają porównywać mnie do „Pani z telewizora” i liczą o ile mniej powtórzeń zrobiłam. Przecież to jak porównać misia, który dopiero obudził się z zimowego snu z zakręconym zającem! Nie mam szans! Ze złością wyłączam telewizor! Chłopcy wzdychają. Koniec zabawy, seans zakończony!

fit mamy z przymrużeniem oka

Przełomowy moment (w praktyce)

Przebieram się w „normalne ciuchy”, odkładam legginsy i sportowe buty, może niebawem do nich wrócę. Żartuję. Pewnie znów kolejny rok przeleżą na półce. Wracam do spraw przyziemnych czyli porozrzucanych po podłodze ubrań upstrzonych gdzieniegdzie klockami Lego. Schylam się i po kolej podnoszę każdy plastikowy element. Potem zbieram ubrania. Schylam się, podnoszę, robię krok do przodu, powtórka i tak przemierzam całą trasę aż do pralni. Po drodze widzę, że coś wystaje spod łóżka. Schylam się po kupkę prania i idę dalej. Na miejscu robię przysiad by wrzucić wszystko do pralki. Kolejny przysiad by sięgnąć po płyn do prania. Potem jeszcze tylko płyn do płukania. Moment. Chwila. Zaraz. Czy ja przypadkiem nie wykonałam właśnie kilku ćwiczeń?

ćwiczenia dla mam

Cudowne odkrycie

Może nie masz karnetu na siłownię, a na Twoim brzuchu zamiast sześciopaku dumnie prezentuje się oponka, ale jestem przekonana, że każdego dnia wykonujesz jakieś ćwiczenia. Podbiegasz na autobus, schylasz się po garnek, a następnie stajesz na palcach by sięgnąć po coś z najwyższej półki, a nawet wyciągasz swoje dziecko z łóżeczka (słodki ciężarek!). Myślę, że takie ćwiczenia mogą być o wiele ciekawsze niż zabójczy trening typu „skalpel” czy „killer”. Na kolejne rundy trzeba znaleźć czas, a tego przecież każdej z nas brakuje. Dźwigasz ciężary codziennie, chociażby ze sklepu do bagażnika. Zacznij przy tym wymachiwać rękami. Schylając się po klocki z podłogi, zrób kilka dodatkowych skłonów. Pobaw się z dzieckiem w berka, pobiegasz przy tym, a i maluch (czy starszak) będzie szczęśliwy! Każda z nas może być fit na własnych zasadach, nie tylko tych narzuconych nam przez media.

A jeśli jesteś typem sportowca kanapowego, zupełnie się tym nie przejmuj! Ćwiczenia możesz przecież wykonywać siedząc na miejscu. Rób wymachy rąk, by pokazać swoim domownikom, gdzie jeszcze mają posprzątać.

* Powyższy tekst należy traktować z przymrużeniem oka. Nie powstał on po to, by kogokolwiek obrazić, ale w celu zmniejszenia moich wyrzutów sumienia, że nie mam na tyle silnej woli by zabrać się do ćwiczeń 😉

#fitmama

I pamiętaj, najciemniej pod latarnią! Mata do ćwiczeń jest bardzo przydatna, szczególnie do ukrywania w niej zapasów słodyczy 🙂


Cześć! Miło mi, że zajrzałaś na moją stronę! Jestem Sylwia - mama dwóch fantastycznych chłopców, miłośniczka trendu "Zrób to sam" i wyszukiwania trików ułatwiających życie (albo raczej nic nierobienie). Czytam książki prawie tak szybko, jak biegam za dziećmi, wolne chwile spędzam na spacerach szukając ciekawych kadrów.

Polub moją stronę na Facebooku: https://www.facebook.com/Mamawdomu/
Zajrzyj na mój Instagram: https://www.instagram.com/mamawdomu//


Reklama:
Będzie mi miło, gdy podzielisz się tym wpisem z innymi 🙂
Share on Facebook
Facebook
Share on LinkedIn
Linkedin
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email
Share on Google+
Google+
Pin on Pinterest
Pinterest

10 komentarze/y w poście “Kilka słów o tym jak bardzo chciałam zostać fit mamą i jak okazało się, że od dawna nią jestem!

  1. Fajne 🙂 Ja zapewne jestem o milion lat starsza i tak ze względów komunikacyjnych uprawiam sport latem – jeżdżąc na rowerze . No a zimą nie uprawiam. Za to wymyśliłam sobie, że i ja mogę sobie poprawić komputerowo zdjęcia i pobawić się w celebrytkę. Wszak one też tak nie wyglądają naprawdę 🙂

  2. Ja się z tym bardzo zgadzam. Nic nie ćwiczy tak ciała jak zmywanie uklejonej podłogi. Tymczasowo obowiązek ten przeszedł na męża i on też widzi jakie to angażujące

  3. Codzienne obowiązki domowe to bardzo dobre ćwiczenia. Też je intensywnie wykonuje. Siłownia (patrz podnoszenie ubrań, odkurzanie, zmywanie) w domu to jest to 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *