Czy chcesz by Twoje dziecko zostało mistrzem Familiady?

Jakiś czas temu rzucił mi się w oczy pewien obrazek, na którym nauczycielka obcinała „dymki” nad głowami dzieci w równą krateczkę, tak, aby każde z nich myślało w identyczny sposób. Gdy go oglądałam w telewizji leciała Familiada. I tak mi się skojarzyło, że zasada jest podobna. Przecież w tym teleturnieju nie chodzi o wiedzę uczestników, tylko o to czy potrafią myśleć jak większość. Wygrywa ten, kto najbardziej wpasuje się w „klucz”. Czy nie uważasz, że w polskim szkolnictwie było, jest i chyba jeszcze długo będzie podobnie? Szkolimy przyszłych mistrzów Familiady. I jeśli nic z tym nie zrobimy, moje, Twoje i jeszcze inne dzieci, będą mogły grać o udział w finale. Pytanie, czy my naprawdę tego chcemy?

Zróbmy mały test. Wyobraź sobie, że nadal jesteś uczennicą szkoły podstawowej. Na lekcji plastyki otrzymujesz zadanie namalowania zimowego obrazka. Co znalazłoby się na Twojej kartce. Poczekaj, niech zgadnę! Czy byłby to bałwanek, sanki i śnieżynki? Brawo! Właśnie dostałaś szóstkę, no chyba, że brakuje Ci talentu plastycznego, to piątkę za prawidłowe zrozumienie tematu. A jeden z chłopców dostał czwórkę. Wiesz dlaczego? Bo namalował na śniegu samochody. Według nauczyciela nie zrozumiał tematu. Ale temu chłopcu zima kojarzy się z rajdami, na jakie każdego roku wybiera się ze swoim tatą.

Chcesz poznać moją historię? W pierwszej klasie szkoły średniej mieliśmy lekcje plastyki. Uwielbiałam malować. Każdy rysunek starannie dopracowywałam. Spędzałam nad nimi godziny. Niestety moja nauczycielka uparcie stawiała mi czwórki, a nawet tróje. Wszystko z jednego powodu: moje rysunki namalowane były ołówkiem. Pewnego dnia wzięłam kartkę z bloku, kolorowe kredki i na przerwie przed plastyką namalowałam coś na szybko. Dostałam pierwszą szóstkę z tego przedmiotu. Wpasowałam się w klucz. Ale to był moment, w którym zrezygnowałam z malowania. Nie robię tego do tej pory.

Od dawna mówi się, że szkoła zabija kreatywne myślenie. Tak było, jest i niestety będzie. Nauczyciele mają do wykonania konkretne zadanie, odpowiadają nie tylko przed nami, ale i przed dyrektorem. Najczęściej posługują się gotowym kluczem, co w niektórych przypadkach bywa krzywdzące. Ale zróbmy szybki rachunek sumienia. Czy my również nie próbujemy wpasować dzieci w pewne wymyślone ramy? Czy nie wymagamy od nich, aby zachowywały się tak jak nam wygodnie? Czy nie kreujemy ich na swoje podobieństwo.

Znam wielu nieszczęśliwych lekarzy, prawników czy farmaceutów, którzy wybrali te zawody tylko dlatego, że tak wygląda rodzinna tradycja. Ale nie patrzmy tylko na dorosłych. Rozejrzyjmy się dookoła. Zerknij do szafy swojego dziecka. Czy nie kupiłaś konkretnej koszulki, bluzy czy spodni tylko dlatego, że Ci się podobały. Założyłaś z góry, że znasz gust swojego dziecka. Też tak kiedyś myślałam, dopóki nie zabrałam moich synów na wspólne zakupy. Wybierali rzeczy, na które nawet bym nie spojrzała. Myślisz, że uśmiecha mi się prać wściekle pomarańczowe dresy? Najchętniej schowałabym je gdzieś głęboko i udawała, że się zgubiły. Jednak tego nie zrobię. To wybór mojego syna. On się w tym czuje dobrze. Ja nie muszę.

Kto nigdy nie podciął dziecku skrzydeł niech pierwszy rzuci kamienień! Przyznaję się, że czasem się zapominam. Zapominam, że moje dziecko nie jest mną, że ma swoje pragnienia, marzenia, swój własny charakter, który nie zawsze dziedziczy „po mamusi” (chociaż patrząc na fochy moich dzieci, wiem, że się ich nie wyprę). Chciałabym, aby moje dzieci zachowywały się „jak należy”, aby były dobrze wychowane, uprzejme i miłe. Czasami za dużo od nich wymagam, a sama święta nie jestem.

Co zatem możemy zrobić, aby nasze dzieci nie miały „podciętych dymków”? Rozwijajmy ich pasje. Szkoła to nie wszystko. Pokażmy im inne sposoby myślenia i poznawania świata. Na słabej ocenie z plastyki, matematyki czy przyrody świat się przecież nie kończy! Pamiętajmy, aby powiedzieć o tym dzieciom!


Bardzo, ale to naprawdę bardzo lubię rozmawiać z czytelnikami bloga. Dlatego będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz nawiązujący do tematu tekstu. Co o tym myślisz? Czy pamiętasz jakiś moment, gdy ktoś „podciął Ci skrzydła”? A może nauczyciel niesprawiedliwie potraktował Twoje dziecko? Trafiłaś na rewelacyjnego nauczyciela? Też się tym pochwal! Ja zawsze ciepło wspominam mojego nauczyciela od muzyki. Nie kazał nam wkuwać nudnych piosenek z podręcznika. Na jego lekcjach śpiewaliśmy same radiowe hity, piosenki Varius Manx czy Big Cyca. Na angielskim też było kolorowo! Pamiętam, że jako pracę domową dostaliśmy nauczyć się na pamięć jednej z piosenek Britney Spears. Takie lekcje wspomina się latami!


Cześć! Miło mi, że zajrzałaś na moją stronę! Jestem Sylwia - mama dwóch fantastycznych chłopców, miłośniczka trendu "Zrób to sam" i wyszukiwania trików ułatwiających życie (albo raczej nic nierobienie). Czytam książki prawie tak szybko, jak biegam za dziećmi, wolne chwile spędzam na spacerach szukając ciekawych kadrów.

Polub moją stronę na Facebooku: https://www.facebook.com/Mamawdomu/
Zajrzyj na mój Instagram: https://www.instagram.com/mamawdomu//


Reklama:

8 komentarze/y w poście “Czy chcesz by Twoje dziecko zostało mistrzem Familiady?

  1. Bardzo trafnie napisane. Przerażający jest fakt wpisywania się w system, odtwórczość i duszenie kreatywności u dzieci. Program nie zostawia miejsca na dowolne działanie, byle do przodu, byle szybciej, byle zaliczyć.
    Dlatego w domu staram się aby dzieci miały większą swobodę działania, rozwijamy pasje i zainteresowania, swobodnie tworzymy, pielęgnujemy kreatywność:)

    • ” byle do przodu, byle szybciej, byle zaliczyć. ” o to to! Dokładnie, trzeba się wyrobić w czasie z tematami, nie ważne czy dzieci załapały dany temat czy nie. Nie ma czasu na zabawę, zadawanie pytań 🙁

  2. Święta prawda-ile razy mnie tak podcinali za inne myślenie.Zawsze miałam swoje jak to mowili inne wyobrażenia.Dla mnie np.literka O to bylo mnostwo rzeczy-Misiu,kwiatek,buzi ….i tak lubialam malowac caly alfabet.Dla nauczycieli yo byla zniewaga…bo zaśmiewałam sie z alfabetu…dziwne !Ucze moje dziewczyny by zawsze nie patrzyly na innych tylko robily swoje.Nie powiem….czasem podcinam im te skrzydelka….ale bije sie po twarzy i przepraszam

  3. Nie ma co ograniczać dziecka. Obecnie rośnie popularność szkół i przedszkoli Montessori. Myślę, że to jest dobra odpowiedź na budowanie indywidualności i kreatywności u małego człowieka.

  4. Moim zdaniem dziecięca kreatywność leży w ich samozaparciu i determinacji tego, co robią ponad zajęcia obowiązakowe. Szkoła ma uczyć podstaw i dawać narzędzia do tego, by rozwijać własne pasje. Dzięki za wpis, bardzo ciekawie się go czytało. Pozdrawiam.

  5. Możliwe, że tak jest, ale nieco popierając poprzednika, aby rozwijać kreatywność dziecka potrzebne są zajęcia poza szkolne, gdyż w edukacji podstawowej nie ma na to czasu. Pozdrowienia.

    • Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach trudno znaleźć dziecko, które nie jest zapisane na jakieś zajęcia dodatkowe, dlatego nie ujęłam tego we wpisie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *