Pogromcy pinów #3 – Ozdobne liście

Internetowe trolle panoszą się po przeróżnych stronach. Często dodają przepisy na niesamowite masy plastyczne, fantastyczne ozdoby czy eksperymenty, które wyglądają rewelacyjnie, ale niestety nie są możliwe do wykonania. Nieważne czy patent działa czy też nie. Ważne, żeby się klikało i udostępniało. Co z tego, że dzieci czy dorośli są zawiedzeni brakiem efektu? Nikogo nie interesuje nasz stracony czas. Ale nie martw się, przybywam by po raz kolejny wziąć pod lupę piny i pomysły. Dokładnie sprawdzę je, żebyś nie traciła na to czasu. Tym razem na warsztat wzięłam szkieletowanie liści.

dekoracyjne listki

Krzysztof Cugowski śpiewał „nie wierz nigdy kobiecie”. Nie ważne czy się z nim zgadzasz czy też nie, ale tym razem musisz mi zaufać. Zrobiłam wszystko dokładnie jak w instrukcji. Gotowałam co do minuty, ścierałam szczoteczką najwytrwalej jak potrafię i suszyłam na równo wyłożonych ręczniczkach. Próbowałam odtworzyć pomysł na ozdobne liście, który znalazłam w gazecie „Claudia dekoracje”. Szkielety liści nieraz widziałam już na Pintreście, zastanawiałam się tylko czy zdjęcia oddają rzeczywisty wynik czy to raczej kupione produkty. Pora przekonać się na własne oczy!

Aby dokładnie przygotować się do badań (prawie naukowych) musiałam wybrać się do lasu w poszukiwaniu buków, dębów i klonów. To właśnie ich liście najlepiej perforować. Przynajmniej tak twierdzili w gazecie. Po powrocie zamiast nastawić zupę czy też jak porządna Pani Domu tłuc kotlety, zabrałam się za gotowanie liści. Sześćdziesiąt minut na wolnym ogniu. Do tego co jakiś czas mieszając. Prawdziwe poświęcenie w celach naukowych!

Jeśli zastanawiasz się jak pachną gotowane liście, zaspokoję Twoją ciekawość i powiem szczerze, że nie najlepiej. Wyglądają też okropnie. Smaku nie sprawdzałam, nie jestem gotowa na takie poświęcenie. Nawet w celach naukowych!

Do gotowania wybrałam trzydzieści najlepiej prezentujących się liści. I po godzinie miałam ich tyle samo. Niestety nie trwało to długo … Kolejnym krokiem było zalanie liści zimną wodą i zeskrobywanie z nich mazi miękką szczoteczką. Nie było to łatwe zadanie! Liście tak się rwały, że pozostała mi tylko połowa. Może to i dobrze bo jeszcze kilka liści do oskrobania i miałabym biceps jak Pudzian. Ale tylko w jednej ręce. Nie wyglądałoby to chyba najlepiej. Wolę nie sprawdzać.

Wyłożyłam liście na ręczniczki, zgodnie z zaleceniem autora pomysłu. Dzięki temu straciłam kolejną część, która po wysuszeniu nie chciała odkleić się od papieru.

Pozostałą resztkę dzielnie sfotografowałam, abyś na własne oczy przekonała się, że ten pomysł nie jest najlepszy! Dlaczego? Już przedstawiam Ci moje opcje:

  • po pierwsze trwa to zbyt długo

  • po drugie „szczotkowanie” jest męczące

  • po trzecie szkoda garnka

  • po czwarte szkielety liści kosztują zaledwie 3,50 zł (np.tutaj), więc szkoda marnować czasu by zrobić je samodzielnie

perforowanie liści

Podsumowując, temu pomysłowi mówię zdecydowanie NIE! I nie polecam, chyba, że planujesz wyrobić sobie biceps, masz zbyt dużo wolnego czasu lub chcesz się pozbyć garnka, którego naprawdę nie lubisz. To jak, będziesz próbować, czy uwierzysz mi na słowo?

Znalazłaś jakiś ciekawy pin? Chcesz się nim podzielić? Wrzuć chociażby samą nazwę w komentarzu. Czekam na Twój pomysł, może to właśnie on znajdzie się w kolejnym odcinku #pogromcówpinów!

Reklama:

5 komentarze/y w poście “Pogromcy pinów #3 – Ozdobne liście

  1. „Nie wierz nigdy kobiecie ” śpiewał jako pierwszy z Budką Suflera
    śp. Romuald Czystaw 🙂 Dzięki za wpis, już myślałam że jestem totalną niezdarą! Pozdrawiam!

  2. szkoda że dopiero dziś przeczytalam twój wpis. Ostatnią sobotę zmarnowałam na gotowaniu liści. Inspiracją była ta sama gazeta. Efekt jak u Ciebie. Liście w koszu a ja zła jak osa. pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *