Zgadnijcie co mnie najbardziej wkurza! – czyli kolejne wyznania Matki Nieidealnej!

Cześć! Jestem Sylwia. I jestem wkurzaczem. Wiecie kto to taki wkurzacz? Nie szukajcie w słownikach, nic takiego nie znajdziecie, ale za to ja Wam powiem. Wkurzacz to taka osoba, którą wszystko wkurza. A mnie właśnie wkurza pogoda i ten ufajdany farbą stół, co nie może być właśnie teraz czysty i jeszcze mnie wkurza ten sąsiad, co właśnie wyciągnął kosiarkę i piłuje w listopadzie po trawniku. No, dużo rzeczy mnie wkurza. A ostatnio nawet bycie mamą mnie wkurza. Da się to jakoś zatrzymać? Wziąć urlop od bycia rodzicem? Chociaż na chwilkę lub dwie? Myślicie, że dzieci się nie obrażą?

smiley-1274751_1920

Zanim w moim życiu pojawiły się dzieci, spałam do południa, jadłam kanapki na obiad i żyłam w biegu – uczelnia, praca, dom i tak w kółko. Miałam mnóstwo marzeń, wielu bezdzietnych znajomych i względny porządek w domu. Osiem lat później mogę powiedzieć, że marzenie mam takie małe, malutkie – chciałabym się w końcu wyspać. No i może jeszcze jedno – nie trafiać co rusz gołą stopą na klocki Lego. Postanowiłam sobie trochę pomarudzić i powiedzieć głośno tu i teraz co mnie wkurza. A jest tego trochę!

Tobie łatwiej, Ty masz dwójkę!

My Polacy tak mamy, że lubimy sobie narzekać. Mamy chłopców uważają, że tym, które mają córki jest łatwiej. Te, których dzieci dzieli spora różnica wieku, myślą, że im mniejsza tym byłoby jednak lepiej. A mamy jedynaków, zazdroszczą, gdy widzą jak moi chłopcy się ze sobą bawią. Tym ostatnim z chęcią „pożyczę” moich słodziaków na kilka dłuższych chwil, przynajmniej do momentu, w którym pokażą jak wdzięcznie się ze sobą biją. W domu średnio co 15 minut, poza domem trochę mniej. Ale to nie rozdzielanie ich jest najgorsze! Najbardziej denerwuje mnie jedno jedyne pytanie, które nie wiedzieć czemu często słyszę:

A kiedy dziewczynka?

Gdy masz jedno dziecko, rodzina czy znajomi z uśmiechem pytają kiedy kolejne. Gdy masz już dwójkę i nie jest to „parka”, zawsze pytają kiedy córka czy syn, w zależności jakiej płci są poprzednie dzieci. Już sobie wyobrażam jak by to było, gdyby mi się ta wymarzona (przez innych) córa trafiła. Kolejne pytanie brzmiałoby zapewne kiedy kolejna, żeby było do pary. Za radą mojej koleżanki nauczyłam się pięknie wychodzić z opresji. Na pytanie o to kiedy będzie dziewczynka, odpowiadam, że jak tylko wrócę z Paryża! Pewnie ciekawi Was kiedy to będzie? Nie wiem, na razie się tam nie wybieram!

Napięty grafik

Patrząc na swój kalendarz, powiem szczerze, że tak napiętego grafiku nie miałam nawet za czasów studenckich. W pewnym momencie swojego życia, rodzic staje się szoferem własnego dziecka. I pal licho przy jednym, ale spróbuj pogodzić ze sobą kilka. Koledzy z przedszkola chodzą w środy na piłkę, więc młodszy też by chciał, ale w tym czasie starszy ma karate na drugim końcu miasta. Negocjacje, kombinowanie i elementy logistyki są na porządku dziennym. A co by było, gdyśmy mieli więcej dzieci? No jednak córki nie będzie. Przykro mi, na dzień dzisiejszy nie mieści nam się w grafiku.

Odrobina kultury

Za dawnych czasów, czyli tych sprzed dzieci, udawało mi się czasem kupić bilet na koncert, do kina czy teatru. Teraz oczywiście także dbam o tę strefę. Do kina chodzę dosyć regularnie. Najczęściej mieści się ono w dużym pokoju. Plusem jest to, że są w nim całkiem wygodne kanapy i tani popcorn, prosto z mikrofali. Nie myślcie, że nie chodzę do takiego prawdziwego, gdzie obca osoba przerywa bilety, a reklamy trwają ponad 30 minut. Bywam i tam. Najczęściej gdy w ofercie pojawi się jakaś ciekawa bajka. Teatru też nie zaniedbuję, szczególnie pacynkowego. A jak już mam wyjść z domu to na akademie szkolne czy przedszkolne, w których artystami są moje własne dzieci. Co z koncertami? Przerabiam je codziennie w samochodzie. Solówki „Mira Sofija” czy „Tamta dziewczyna” płyną z tylnych siedzeń kilkakrotnie, nawet muzyka nie przeszkadza artystom w śpiewaniu.

Matka Polka Imprezująca

Myślicie, że bycie mamą po trzydziestce przeszkadza mi w wychodzeniu na imprezy? Na party zabieram ze sobą nawet dzieci! A może raczej odwrotnie, bo to chyba jednak oni zabierają mnie. Chodzimy sobie na imprezy urodzinowe ich kolegów i koleżanek. Jest głośno, wesoło. Jest muzyka, tańce, szaleństwa. Tylko nie ma napojów wysokoprocentowych, więc czasem ciężko wytrzymać radosną atmosferę kilkunastu rozkrzyczanych buź. Ale przynajmniej nie siedzę w domu!

Ślepota moich dzieci

Szukałam kiedyś dobrego okulisty, ale niestety żaden specjalista nie może sobie poradzić z wadą jaką mają moje dzieci. Mianowicie, gdy powiem coś w stylu „panowie, macie bałagan w pokoju”, ze zdziwioną miną rozglądają się po swoim królestwie i pytają „gdzie?”. No jak nic problem nadaje się do leczenia. Ale cuda się zdarzają i wzrok powraca już przy obiedzie, gdy z zupy wyławiają mikroskopijnej wielkości natkę pietruszki krzycząc przy tym „mamo, w moim rosole pływa coś zielonego!”. Jakby to była co najmniej żaba czy średniej wielkości ryba.

Wieczorne głupawki

Jeszcze do niedawna udawało mi się w okolicach godziny dwudziestej pierwszej przeczytać dzieciom bajkę na dobranoc, ucałować w policzki, przykryć kołderką i cichaczem wyjść z pokoju. Wtedy miałam czas na pisanie bloga w ciszy i spokoju. Cudowne lata minęły, a wraz z nimi chwile błogiego relaksu. Teraz o 21 impreza rozkręca się na dobre. Siedzę sobie spokojnie przez laptopem. Na białym tle miga kursor, szukam pomysłu, a w tle śmichy, chichy. Normalnie loża szyderców zasiadła za ścianą! Jest też druga opcja. Mam wenę! Szybko spisuję zdania, aby nie uciekły z mej pamięci, gdy nagle ciszę przerywa donośny głos „mamo, on przełożył nogi na moją stronę łóżka!”. Zróbmy minutę ciszy dla myśli, która nie została zapisana.

Wyjedźmy, odpocznijmy …

Dopiero listopad, minęły niespełna trzy miesiące od rozpoczęcia roku szkolnego, a my (znaczy się ja z mężem) tracimy siły, chęci i motywacje. Przydałby się urlop. Najchętniej wakacje od rodzicielstwa. Nie na długo. Chociaż na weekend. Mąż wpada na pomysł „szukaj jakiegoś wyjazdu, zostawimy dzieci z dziadkami i ruszamy”. Przeglądam od kilkunastu dni oferty lotów, hoteli, wyjazdów last minute. I wreszcie jest! Trafiła się okazja! „Kochanie zarezerwowałam bilety! Lecimy do Hiszpanii na weekend” – witam męża już od progu – „A bilety były tak tanie, że kupiłam też dzieciom!”. I patrząc na jego minę, dociera do mnie co przed chwilą powiedziałam!

A wiecie co mnie wkurza tak najbardziej? Ja sama! Przeczytajcie jeszcze raz ostatniej zdanie poprzedniego akapitu, ono jest najlepszym wytłumaczeniem!


Cześć! Miło mi, że zajrzałaś na moją stronę! Jestem Sylwia - mama dwóch fantastycznych chłopców, miłośniczka trendu "Zrób to sam" i wyszukiwania trików ułatwiających życie (albo raczej nic nierobienie). Czytam książki prawie tak szybko, jak biegam za dziećmi, wolne chwile spędzam na spacerach szukając ciekawych kadrów.

Polub moją stronę na Facebooku: https://www.facebook.com/Mamawdomu/
Zajrzyj na mój Instagram: https://www.instagram.com/mamawdomu//


Reklama:
Będzie mi miło, gdy podzielisz się tym wpisem z innymi 🙂
Share on Facebook
Facebook
Share on LinkedIn
Linkedin
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email
Share on Google+
Google+
Pin on Pinterest
Pinterest

15 komentarze/y w poście “Zgadnijcie co mnie najbardziej wkurza! – czyli kolejne wyznania Matki Nieidealnej!

  1. „A bilety były tak tanie, że kupiłam też dzieciom!”
    Rozbroiłaś mnie. Ja też narzekam i szukam chwili wytchnienia od dzieci, a w praktyce i tak robię wszystko z nimi.

  2. Haha jakie to znajome! Świetny wpis i jakże prawdziwy! 🙂 Swoją drogą dalas mi idealne wytłumaczenie na pytanie „kiedy córka?”
    Pozdrawia mama dwóch chłopaków 🙂

  3. Przedostatni akapit najlepszy! 🙂 ja na pytanie ‚kiedy dziewczynka, żeby była parka?’ To mówię ‚daj mi 20 tysięcy na start i potem co miesiąc jeszcze 10, to sobie zrobię’ 🙂

  4. Głupi tekst. Na siłę próbujesz być zabawna. Dodatkowo matka zgrywajaca cierpietnice zresztą jak w każdych tekstach tego typu. Skoro jesteś taka wkurzona mogłas nie decydować się na dzieci. Wspolczuje

  5. I mnie dziewczynki 8 i 9. Otodonta dentysta angielski tańce basen a potem ona mi zabrała a ona mnie kopnela… rozumiem Cię ale też uwielbiam być matką i mimo że czasami chętnie ukryła bym się na Alasce to i tak jak my wszyskie tego nie zrobię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *