Jak zarobić na dziecku (blogu), czyli nie-poradnik blogera …

Odkąd media ogłosiły ile Kasia Tusk zarabia na blogu, a kilku bardzo poczytnych blogerów i blogerek ujawniło swoje dochody, nastąpił prawdziwy boom na blogi. Jeszcze kilka lat temu było ich niewiele, teraz coraz więcej osób pisze i nie ukrywa się z tym przed znajomymi, a wręcz wpisuje w rubryce zawód „Bloger”. Nie neguję, przecież sama piszę, a dzięki popularyzacji blogosfery poznałam wirtualnie wiele niesamowitych osób.

jak zarabiać na blogu

Kto najczęściej próbuje swoich sił w blogowaniu? Ostatnio ten trend opanowały matki. Spędzając czas w domu czy to na urlopie macierzyńskim czy też wychowawczym coraz częściej szukają odskoczni jaką jest pisanie. A muszę Wam powiedzieć, że blogowanie naprawdę wciąga! Uwielbiam ten moment kiedy moje dzieci śpią, a ja z kubkiem gorącej herbaty zasiadam przed monitorem i zaczynam pisać. Wiecie dlaczego tak to lubię? Bo wiem, że po drugiej stronie ktoś jest, kto czyta to, co chcę Wam przekazać, kto wykonuje pomysły z instrukcji, które dodałam wczoraj, miesiąc czy nawet rok temu. To lepsze niż tysiąc słów pochwał, świadomość, że jesteś tam drogi czytelniku! Dziękuję!

Wracając jednak do tematu, o którym chciałabym Wam napisać … Nie każdy bloger postępuje uczciwie. Wielu chce zarobić, chce dostać gratisy, o których tyle się słyszy. W tym celu potencjalny bloger-sęp pisze wiadomość do firmy, która ubrana w inne słowa, ale brzmi mniej więcej tak: „Drogi producencie, pisze do Ciebie najpopularniejsza blogerka po tej stronie Wisły. Prześlij mi swój produkt, a ja go zareklamuje na swoim bardzo poczytnym blogu. Otrzymasz reklamę o jakiej Ci się nawet nie śniło. Liczę na szybki kontakt. MegaPopularna Blogerka”. I nie byłoby w tym jeszcze nic złego, gdyby biedny producent nie otrzymywał kilkunastu a nawet kilkudziesięciu podobnych maili dziennie. Najgorszy z możliwych typów blogerek na odpowiedź odmowną reaguje nie tylko fochem z przytupem, ale co gorsza chęcią zemsty i odpisuje już nie „drogiemu producentowi”, iż „jeśli nie spełni jego prośby tak go obsmaruje w Internecie, że jego firma splajtuje w ciągu miesiąca”. Dodam tylko, że nie jest to treść wyssana z palca, wiem to od znajomych prowadzących firmy w branży artykułów dziecięcych. Przykre …

To samo tyczy się miejsc skierowanych do dzieci: klubokawiarni czy też sal zabaw. Właściciele często boją się momentu, gdy ich progi przekroczy bloger. Wystarczy krzywo na niego spojrzeć lub nawet delikatnie podpaść, a na drugi dzień przeczyta recenzje o sobie „jaka obsługa jest nie miła, wykładzina zbyt zielona, a herbata za gorąca”.

Oczywiście blogosfera nie jest usiana samymi sępami i złośliwcami, na szczęście to jedynie niewielki odsetek, który psuje opinie o blogerach. Z drugiej strony nie każdy reklamodawca jest miły i uczciwy. Codziennie dostaje kilka maili z prośbą o udostępnienie informacji o istnieniu firmy, fundacji, odbywających się warsztatach, zajęciach czy konkursach. Gdybym odpowiadała pozytywnie na wszystkie takie zapytania, mój blog i fanpage zamieniłyby się wkrótce w stronę z ogłoszeniami. Podobnie wyglądają oferty współpracy. Nie tylko ja, ale wiele blogerek jest zasypywanych pytaniami o możliwość zareklamowania produktu, który zupełnie nie pasuje do kategorii bloga. Moje dzieci są już przedszkolakami, nie będę im wciskać butelek czy kocyków (hitem dla mnie były konserwy rybne dla dzieci „łosoś o smaku pizzy”), aby zarobić na reklamie. O ile już o zarobkach mowa, wiele firm jest oburzonych, że bloger za swoją pracę oczekuje wynagrodzenia. „Jak to? Nie napiszesz o mnie za darmo? Przecież w zamian wyślę Ci super-hiper-fajne flamastry za 5,99 komplet!

Zdarzają się blogerzy i to ku mojemu zdumieniu Ci, których czytam i szanuje, którzy dla pieniędzy zareklamują wiele. Ubolewam nad sytuacją gdzie na blogu (który naprawdę lubię) widzę mamę prostującą włosy swojej trzylatce! Mogę jeszcze zrozumieć zapewnienie, że robi to tylko raz (dla reklamy), ale czy inni to zrozumieją? Czy nie pojawi się kilka lub więcej matek, które zaczną regularnie prostować włosy swoim córkom? „Przecież M. zapewniała, że ta prostownica jest taka dobra i bezpieczna”. Czy o taką reklamę chodziło producentowi, że jego produkty są bezpieczne dla włosów dzieci? Na innych blogach co jakiś czas pojawiają się leki na przeziębienie czy zwiększenie odporności u dzieci. Są oczywiście wychwalane pod niebiosa, ale czy tak naprawdę w ciągu tygodnia czy dwóch (bo tyle przeciętnie dostajemy czasu na wpis) jesteśmy w stanie stwierdzić czy taki produkt jest skuteczny. Szczególnie, że w tym czasie wcale nie męczyły nas żadne choroby. Jednak matka wykazująca chęć zarobku regularnie podaje suplement swojemu dziecku, aby na zdjęciach dobrze wyglądało!

Wspomnę jeszcze o blogach parentingowych, na których pojawiają się opisy sytuacji, których za kilka lat dziecko może się wstydzić. A internet nie zapomina! Raz dodanych treści nie da się wymazać! Nie mówiąc już o zdjęciach! Swego czasu sama miałam z tym problem, nawet zniknęłam z sieci, przestałam publikować. Męczyły mnie wyrzuty sumienia czy to co robię jest dobre? Czy za kilka lat moje dzieci nie będą miały przeze mnie problemu? I czy nie będą mieć łatki „blogowych dzieci”. Chciałabym, aby sami zapracowali na własną opinie: czynami i wiedzą, a nie tylko tym o czym ich mama pisze. Skąd u mnie te dylematy? Zmieniając moim synom przedszkole na odchodne usłyszałam „Trzeba było powiedzieć czym się Pani zajmuje, wtedy lepiej podeszłybyśmy do dzieci”. Okazało się, że kilka dni wcześniej dyrektorka znalazła mojego bloga. Widzicie jak to wygląda w przedszkolach? Dyrekcja patrzy czym się zajmuje rodzic i od tego zależy, którym dzieciom poświęca więcej uwagi! A ja się na to nie zgadzam! Ja tak nie chcę! Dlatego moich smyków jest w postach coraz mniej, a ja bardziej skłaniam się ku opcji „DIY” niż „Parenting” 🙂

Podsumowując: piszcie blogi, nie zniechęcajcie się, ale nie bądźcie blogerami-sępami i nie starajcie się na siłę zarabiać kosztem dzieci, bo one są jeszcze zbyt małe by same decydować czy tego chcą czy nie!


Cześć! Miło mi, że zajrzałaś na moją stronę! Jestem Sylwia - mama dwóch fantastycznych chłopców, miłośniczka trendu "Zrób to sam" i wyszukiwania trików ułatwiających życie (albo raczej nic nierobienie). Czytam książki prawie tak szybko, jak biegam za dziećmi, wolne chwile spędzam na spacerach szukając ciekawych kadrów.

Polub moją stronę na Facebooku: https://www.facebook.com/Mamawdomu/
Zajrzyj na mój Instagram: https://www.instagram.com/mamawdomu//


Reklama:
Będzie mi miło, gdy podzielisz się tym wpisem z innymi 🙂
Share on Facebook
Facebook
Share on LinkedIn
Linkedin
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email
Share on Google+
Google+
Pin on Pinterest
Pinterest

20 komentarze/y w poście “Jak zarobić na dziecku (blogu), czyli nie-poradnik blogera …

  1. Czyli stąd te rzeczy (ciuszki, kocyki, lampki, kosmetyki) mają blogerzy? Sami o nie się „dopominają”. Masakra, myślałam, że inaczej się ten „biznes” kręci… Wydawało mi się, że firmy same zgłaszają się do blogerów z propozycją recenzji produktu (przynajmniej mnie to spotkało), ale cóż ja mogę wiedzieć, bloguję nieco ponad pół roku.

    • Nie każdy bloger to „sęp”, do wielu faktycznie zgłaszają się firmy z propozycją współpracy. Tutaj pokazałam „czarną stronę” blogosfery – niestety dosyć silną!

    • Bo tak z reguły jest. Firmy zwracają się do wybranych blogerów z propozycją przetestowania produktu. Ale pewnie nie brakuje i tych, o których pisze Sylwia – walczących o takie produkty.

  2. A dylemat dziecka na blogu znam i sama się z nim borykam. Coraz mniej u mnie buzi mojej córki, a więcej skupienia na czynności, którą opisuję. Ale brakuje mi tu żelaznej konsekwencji 🙁

  3. Wspomniany przez Ciebie blog też często odwiedzałam – póki ta pani pisała o modzie i stylizacjach – bo to je nieźle wychodzi :)). Niestety coraz więcej blogów założonych własnie w celu pokazywania stylizacji chce być „mądre” i „opiniotwórcze” co średnio im wychodzi, a każdy negatywny komentarz czy próba polemiki to „hej” i wyznawczynie blogerki robią raban.
    Osobiście uważam, że bardzo widać, który blog to po prostu zarobek, a który pisany jest z pasji a blogerka ma coś do powiedzenia. Obecnie z odwiedzania większej ilości blogów zrezygnowałam. Oglądam te, gdzie mogę coś poczytać (jak klocek i kredka czy o tym że i nawet jak jest tam post sponsorowany to jest ciekawy) lub skorzystać czyt: wykorzystać do zabaw z moja 5latką – jak Twój blog, mama bliźniacza, moje dzieci kreatywnie. Szkoda czasu na czytanie o kolejny fantastycznych produktach dzieciowych za chwalenie których jedna z drugą panią dostały ogromne pieniądze. Nie pamiętam postu, gdzie blogerka opisała negatywnie produkt za który jej zapłacono.

    • Ula widzę, że lubisz te blogi, na które i ja zaglądam! A co do negatywnych recenzji to wiesz, psułyby wizerunek i reklamodawcy baliby się przekazywać produkty w obawie, że ich też może taki los spotkać. Ja wychodzę z założenia, że o słabych produktach nawet nie warto pisać – głównie jeśli chodzi o książki i gry 🙂

  4. Piękna refleksja ! Też już myślimy nad mniejszą widocznością twarzy , aż do wycofania . Dziecko dorasta i blogowa sława zbędna ! Jesli chodzi o reklamy , też z bloga usunięte (tylko hobbi) .

  5. Kurcze coś w tym jest!!! Masz wiele racji 🙂 Ja z kolei chciałabym coś tam powiedzmy mieć z tego blogowania (poza satysfakcją!), ale blogi obsiane wyskakującymi reklamami mnie odstraszają 🙂 Jednak nikt jeszcze się do mnie nie zgłosil z chęcią współpracy, więc…..sama się zgłosiłam do kilku wydawnictw książkowych a to dlatego, że wszyscy w domu czytamy książki nałogowo i postanowiłam się tym podzielić z innymi 🙂 odezwały się tylko dwa – reszta albo mnie olała, ale uprzejmie odmówiła!

  6. Bardzo dobry wpis!
    Kurcze nigdy bym nie wpadła na pomysł o żebranie, sępienie – dzięki za podpowiedź 🙂 Żart!
    A tak poważnie to nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że ja tu piszę o problemach dziecka, a z boku wyskakuje reklama – OSRAM super żarówki!
    Do mnie kilka razy zgłosiły się firmy i jeśli produkt mi się podoba to współpracuję, jeśli nie, to nic na siłę. Dla mnie blog to nie jest tablica z ogłoszeniami reklamowymi, ale każdy orze jak może. Zresztą co za dużo to niezdrowo, przesyt reklam i pustych postów spowoduje odpływ czytelników i z zarobku nici 🙁

  7. Blog, o którym piszesz też lubiłam ze względu na stylizacje ubraniowe, początkowo zwykłe z sieciówek, w których również kupuje. Ale przestałam być fanką kiedy zaprezentowano top 10 gier komputerowych trzylatka. Z jednej strony reklamowano tam wiele zabawek „kreatywnych”, a ostatnio padł komentarz autorki, że syn to się wcale zabawkami nie bawi. Faktycznie na większości zdjęć występuje ostatnio z tabletem. Fajnie jak blog jest dla mamy odskocznią od domowych spraw, czy pamiętnikiem, ale kiedy staje się pracą to niestety dzieci na tym cierpią, między innymi spędzając czas przed tv czy komputerem. Sama pracuję, syn chodzi do przedszkola plus zajęcia dodatkowe i niewiele mamy czasu na wspólną zabawę czy czytanie, a tv czy komputera nawet nie byłoby gdzie wcisnąć.

  8. Pingback: Jak zarobić na dziecku (blogu), czyli nie-poradnik blogera … | Polskie Rękodzieło
  9. „… Widzicie jak to wygląda w przedszkolach? Dyrekcja patrzy czym się zajmuje rodzic i od tego zależy, którym dzieciom poświęca więcej uwagi! A ja się na to nie zgadzam! Ja tak nie chcę!…”..

    zabolały mnie te słowa… sama jestem nauczycielem w przedszkolu… i nie godzę się z taką opinią… dla mnie dzieci są czystą kartą… nie patrzę na nie przez pryzmat rodziców, ich zawodów, ceny ich ubrań… proszę nie generalizować… jest wiele wspaniałych nauczycieli przedszkola którzy oddali by wiele za uśmiech „swojego” dziecka…

    • AnnA powinno być więcej takich nauczycieli jak Ty! Opis, który dodałam dotyczy sytuacji, na którą ja trafiłam w jednym z prywatnych przedszkoli, na szczęście potem trafiłam na nauczycieli takich jak Ty, którzy patrzą na dzieci, a nie na zarobki rodziców. Jednak nie możemy udawać, że takie sytuacje nie mają miejsca, bo ku mojemu ubolewaniu coraz częściej tak się dzieje 🙁

  10. P-O-U-C-Z-A-J-Ą-C-E
    Po przeczytaniu tego artykułu zmieniłam nieco zdanie na temat tego jak powinien wyglądać blog a, że jestem początkująca to skorzystam z Twoich porad na pewno 😉 To było bardzo inspirujące. Dzięki. Od dziś jestem stałą bywalczynią Twojego bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *