Zaplanować czy iść na żywioł ?

Marzysz o spontanicznej wyprawie z rodziną? Chcesz spakować na szybko walizki i ruszyć w trasę? My właśnie wróciliśmy z takich wakacji. Poczytaj i ucz się na naszych błędach.

Nasza wyprawa trwała zaledwie pięć dni, z czego poza spaniem, większość czasu spędziliśmy w samochodzie. Wróciliśmy z wakacji zmęczeni, niewyspani, z anginą i bólem pleców. Jednocześnie uważam, że nie było tak źle, chociaż do idealnego wypoczynku też nam daleko.

Oto bilans plusów i minusów, jeśli chodzi o niezaplanowane wyprawy z dziećmi.

My w taki sposób spędziliśmy całą podróż. Podczas jazdy zatrzymywaliśmy się w nieplanowanych miejscach bez skrupułów, bez zegarka w ręce podziwialiśmy piękno zarówno przyrody jak i miejsc stworzonych przez człowieka. Pół dnia spędziliśmy na Gubałówce. Uważamy, że warto bez pośpiechu zjeść lody podziwiając widoki, pooglądać co oferują na straganach czy postać w dosyć długiej kolejce (na szczęście nie tak długiej jak w Wieliczce), by zjechać po torze saneczkowym.

  • Nie czujesz rozczarowania, gdy miejsce, do którego zmierzasz jest dalekie od zdjęć z broszury czy też strony internetowej. A wiesz dlaczego? Bo nie wiesz dokąd jedziesz, zatrzymujesz się tam gdzie uznasz, że warto!

Jedynym miejscem, na które mocno się nastawiliśmy była Tatralandia, czyli Aqua Park na Słowacji. To przykład atrakcji, która na zdjęciach jest pięknie wykadrowana, a w rzeczywistości nie była warta tak dalekiej podróży (szczególnie, że powrót z niej był koszmarem, ale o tym za chwilę). Cóż mogę powiedzieć o tym miejscu – ciasno, drogo (nie tylko bilet, ale i usługi na miejscu np. miska frytek za 3 Euro) i bez szału.

  • Zwiedzasz miejsca, do których normalnie raczej byś się nie wybrał, a okazują się one strzałem w dziesiątkę.

I tak ciemną nocą szukając hotelu znaleźliśmy się w Spytkowicach. Kompleks okazał się świetny. Po pierwsze nie nadszarpnął naszego budżetu, a zachwycił nas placem zabaw z fantastyczną ciuchcią i krytym basenem. Gdyby nie kilku panów, którzy w środku nocy raczyli cały hotel piosenkami biesiadnymi, byłby to nocleg idealny.

  • Spędzając mnóstwo czasu w samochodzie Twoja kreatywność ulega rozwojowi, przecież musisz czymś zająć znudzone dzieciaki. A przebywanie w małej przestrzeni zacieśnia więzy rodzinne.

Chyba nigdy nie śpiewaliśmy razem tyle co podczas podróży. Ja nie wymyślałam tylu wersji bajki o „Trzech świnkach” i „Czerwonym Kapturku”. Do tego dzieciaki nauczyły się nowych wierszyków, ale tylko jeden szczególnie zapadł im w pamięć:

„Misiu, misiu wejdź do klatki

Misiu, misiu pokaż łapki

Misiu, misiu odwróć się

Misiu, misiu wynoś się”

  • Uczestniczysz w imprezach, o których nie miałeś pojęcia.

Po raz pierwszy słuchałam kapeli góralskiej na żywo. I zakochałam się w tej muzyce. Udało nam się też załapać na darmowy (!) i do tego bardzo kameralny (max. 40 osób) koncert hiphopowy – powróciły wspomnienia z czasów młodości. Do tego dowiedziałam się, że istnieje całkiem ciekawy sport monsterroller, czyli hulajnoga górska – kolejnym razem muszę spróbować, na razie dzieciaki są za małe, żeby pojeździć z nami.

 

  • Planowana podróż nie zapewni Ci takiej dawki adrenaliny i takich wspomnień.

Powrót do Zakopanego z Tatralandii nie prowadzi łatwą drogą. Jedziesz po górskich serpentynach (widoki niesamowite – żołądek momentami podchodzi do gardła, szczególnie, że jesteś na wysokości chmur!) , wśród ciemnego i bardzo gęstego lasu. W stronę „do” mijaliśmy 3 wypadki, zaś w powrotną zatrzymał nas gigantyczny korek (jak się okazało zderzyły się cztery auta, interweniował helikopter medyczny). Droga zablokowana nie wiadomo jak długo. Po prawie godzinie stania w miejscu postanowiliśmy zawrócić i dostać się do Polski inną drogą. Nawigacja wariuje, kręcimy się w kółko, na szczęście w schowku leży papierowa mapa. Zaczyna się ściemniać, a nie uśmiecha nam się nocna przejażdżka po górach. Języka nie znamy, więc ciężko znaleźć nocleg. Wróciliśmy na szczęście do kraju cali i zdrowi, chociaż dosyć późno.

  • Życie na walizkach nie jest ciekawe, szczególnie gdy musisz je wnosić do hotelu, w którym nie ma windy.

Przy zaplanowanej podróży wybierasz jeden hotel (z racji wygody i obniżenia kosztów – im dłużej tym taniej w przeliczeniu za dobę), przy spontanicznej wyprawie często się przemieszczasz, a co za tym idzie taskasz pełne walizy, do tego siatki i siateczki oraz oczywiście ukochane pluszaki swoich skarbów, których też czasami jeszcze trzeba nieść.

  • Nie łatwo jest pogodzić zainteresowania poszczególnych członków wyprawy.

Tak to prawda, niby jedna rodzina, a każdy inaczej lubi spędzać czas. Tata najchętniej cały dzień wędrowałby po górskich szlakach, mama woli spacer po Krupówkach, jedno dziecko marzy o taplaniu się w basenie pełnym wody, a drugie w takim pełnym plastikowych kulek. Tym sposobem zawsze ktoś jest poszkodowany, bo nie robi tego co by chciał.

  • Element zaskoczenia, czyli informacje, o których wolałbyś się dowiedzieć w innym miejscu i czasie.

Sprawa prosta – kończy nam się gotówka. Co robimy? Udajemy się do bankomatu jeśli posiadamy kartę. Ups! – jeśli jej ważność minęła, działa tylko kredytówka, ale za pobranie z niej pieniędzy w bankomacie płacimy złodziejskie prowizje. W takiej sytuacji szukamy oddziału Banku, w którym mamy konto. My znaleźliśmy Getin Bank w Mysłowicach (a właściwie szukaliśmy go 30 minut, bo całe miasteczko w remoncie i wszędzie objazdy – nawigacja znów zwariowała). Jako, że usługi aktywne mamy, zadowoleni udajemy się do okienka. Mina nam rzednie, gdy dowiadujemy się od miłej Pani, że aby wypłacić gotówkę w małej miejscowości musi mieć „specjalną” wydaną przez ten bank kartę! Szkoda, że przy zakładaniu konta nikt nas o tym nie poinformował! Wiedzieliście o tym? Czy w innym banku też tak jest?

  • Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, a noclegu jak nie było tak nie będzie …

Wracamy ciemną nocą ze Słowacji. Dookoła pola, pola i pola. Co jakiś czas gospodarstwa, ale prywatne bez dumnie wywieszonej karteczki „wolne pokoje”. Dzieciaki przysypiają na fotelikach, a my nie wiemy co dalej. Na szczęście po jakimś czasie znajdujemy jeden jedyny hotel w okolicy! Zmęczeni, znużeni znów wypakowujemy walizki z bagażnika i wnosimy je po schodach.

  • Spontaniczna wyprawa to błyskawicznie kurcząca się gotówka

Szczególnie jeśli chodzi o opłaty za nocleg, bo po pierwsze jesteś w okolicy gdzie nie ma dużego wyboru i bierzesz co jest, albo po drugie przy jednorazowym noclegu cena jest zdecydowanie wyższa. Gdy do tego dojdzie drastyczna informacja (szczególnie dla dziecka), że przy tak krótkim pobycie basen jest dodatkowo płatny to płacz murowany!

Sami pomyślcie czy warto wybrać się na taką wyprawę. My przywieźliśmy niezapomniane wrażenia. A gdzie byliśmy? W Rabce, Spytkowicach, Zakopanym, Białce Tatrzańskiej i na Słowacji. Plan był bardziej rozległy, ale jak już dojechaliśmy do Zakopanego to szkoda było opuścić kilku atrakcji. Poza tym Słowacja tak mocno nas rozczarowała, że zrezygnowaliśmy również z Węgier. Ostatniego dnia wymyśliliśmy, że jedziemy jeszcze na dwa dni nad polskie morze. Niestety zmieniliśmy zamiary, gdy okazało się, że nie wypłacimy gotówki w banku.

Reklama:

3 komentarze/y w poście “Zaplanować czy iść na żywioł ?

    • Dzięki 🙂 Ja też zawsze masz szczegółowo rozpisany plan – moja rodzina ma mnie dość podczas wyjazdu (szczególnie mąż) tym razem miło być inaczej, ale to nie znaczy, że lepiej 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *