Przychodzi matka do przedszkola …

Przychodzi baba do lekarza – pamiętacie te kawały? Ich twórca mógłby wymyślić nową serię „Przychodzi matka do przedszkola”, bo to co widzę w przedszkolach z bezsilności przyprawia mnie o atak śmiechu. I nie mówię tu o placówkach publicznych, bo z nimi nie miałam do czynienia z faktu tzw. rejonizacji, a o prywatnych. Wiecie co myślę? Że niektóre z nich stworzone są dla rodziców a nie dla dzieci.

 Zdjęcie pożyczone ze strony: http://www.mgppstrzyzow.blizej.info/

Po pierwsze – ilość dzieci w grupie. Sala mała (jak na przedszkole) wielkości przeciętnego „dużego pokoju” w blokach, a w niej upchane 25 (lub więcej) dzieci. Nad liczną gromadką opiekę sprawują panie przedszkolanki w ilości dwóch sztuk. Jak okiełznać taką gromadkę? Nie mam pojęcia czy to jest w ogóle możliwe, ale ja jestem tylko zwykła matką dwóch urwisów, z którymi nie zawsze sobie radzę.

Punkt drugi – leżakowanie. Nie mam pojęcia jak panie to robią, może to jakaś magiczna formuła, hipnoza, inny klimat czy też płyn o niesamowitych zdolnościach usypiających, ale nie raz i nie dwa byłam świadkiem jak pełna sala dzieci (swoją drugą nieźle ściśnięta na tak małej powierzchni) śpi. Kolejny szok, bo ja mam problem z usypianiem moich (tylko!) dwóch synów. W domu od dawna nie robią sobie drzemki – w przedszkolu zawsze.

Punkt trzeci – misja przedszkola „codziennie wychodzimy na spacery”, szkoda tylko, że nikt nie dodał małym druczkiem „ale tylko wczesną jesienią i późną wiosną”. Rozumiem, że tak liczną gromadę trudno wyszykować na spacer gdy należy włożyć na nie coś więcej niż same buciki.

Punkt czwarty – „dbamy o higienę”, która polega na zaleceniach mycia rączek (wg Rysia z Klanu) przed posiłkiem. Ząbków nie myjemy wcale (patrz punkty wcześniejsze dot. zbyt licznej grupy i tylko jednej łazienki), chyba że połowa grupy jest nieobecna z powodu zachorowań, wtedy czasem zdarza się pokazać dzieciom szczotkę i pastę.

Punkt piąty – „nie przyjmujemy do przedszkola chorych dzieci” w teorii tak, a w praktyce? Przecież nie odmówimy mamie, która musi być w pracy, w końcu zwolnienia lekarskie są mniej opłacalne. A nóż widelec taki rodzic wypisze dziecko z przedszkola jak odmówimy przyjęcia. Dodatkowy atut – może zarazi inne dzieci, grupa będzie mniejsza, będzie łatwiej pracować.

Punkt szósty – wietrzenie sali. Opcja z chorym dzieckiem nie przyniosła rezultatów, otwórzmy okna najlepiej gdy dzieci śpią, najpóźniej za dwa dni część dzieci nie przyjdzie, z mniejszą ilością będzie łatwiej. Istnieje też inna alternatywa – nie otwieranie okien wcale, nawet po wyjściu dzieci do domu. To nic, że cuchnie jak w męskiej szatni po wuefie, kto by się przejmował takimi głupotami.

Punkt siódmy – atrakcje dla dzieciaków. W ilości niezliczonej. Przecież jak damy informację, że w tym tygodniu idziemy do teatru, dekorujemy pierniczki, mamy konkurs recytatorski i odwiedzi nas policjant to rodzice będą zachwyceni. Co z tego, że dzieci na wieść o kolejnej niespodziance marudzą „znowu, a kiedy my się pobawimy?’, ważne, aby rodzic widział, że dużo się dzieje i był zadowolony.

Punkt ósmy – nauka. Jak najwięcej wbić do głowy maluchom, niech się chwalą, że znają literki, cyferki, kolory, wierszyki i tak dalej. Nie mają czasu na zabawę? E tam, ważne, aby było widać postępy! W końcu rodzic nie płaci nam za dobrą zabawę tylko za efekty.

Punkt dziewiąty – przedstawienia. Za dwa miesiące jasełka. Pora rozpocząć próby! Jakie za wcześnie? Przecież dzieci nie mogą powiedzieć po jednym zdaniu. To muszą być przedstawienia  jakimi rodzice będą się zachwycać przez kolejne dwa miesiące.

Punkt dziesiąty – najlepsze jednostki. Grupa jest liczna, to fakt! Którym dzieciom poświęcić najwięcej uwagi? Sprawdźmy, który rodzic gdzie pracuje – wg tego rozdzielimy najlepsze role na jasełka.

Powyższe punkty są zarówno prawdą jak i fikcją. Większość z nich miała miejsce, inne podkoloryzowałam. Nie są też opowieściami dotyczącymi jednego przedszkola, ale wielu jakie odwiedziliśmy szukając tego idealnego przedszkola, które nie będzie tylko przechowalnią, ale miejscem, do którego moje dzieci będą uczęszczać z ochotą a nie z przymusu. Nie zdradzę miejsc, w których byliśmy powiem tylko, że było to 5 różnych punktów. I na szczęście znaleźliśmy takie, w którym liczy się dobro dziecka i (mam nadzieję) nie dzieją się wyżej wymienione akcje.

Jako podsumowanie podam przykład sytuacji: Mój straszy syn został na jeden dzień „na próbę” w przedszkolu – obce miejsce, obce dzieci, nie znana nam pani. Przy odbiorze dziecka na zapytanie skierowane do wychowawczyni „jak było” usłyszałam tylko jedno zdanie, które zwaliło mnie z nóg „to bardzo fajny chłopiec, proszę go zapytać jak było”, po czym pani oddaliła się do swoich obowiązków. Więcej tam nie wróciliśmy.

A Wy jakie macie zdanie o przedszkolach? Czym kierujecie się przy wyborze? Spotkały Was może jakieś „śmieszne” sytuacje?

Reklama:

21 komentarze/y w poście “Przychodzi matka do przedszkola …

  1. Moja Mila chodzi do publicznego przedszkola, ale niewiele złego mogę o nim powiedzieć. Ale co do atrakcji dla dzieci i małej ilości spacerów (co właśnie wynika z ilości atrakcji) to w zasadzie mam podobne zdanie.
    Ale zdziwiło mnie, że takie minusy (jak wymieniłaś) mają przedszkola prywatne. To za co właściwie się płaci te pieniądze?

    • jeśli chodzi o atrakcje to zależy od rodziców i od rady rodziców grupy- brzmi to może dziwnie ale każda wycieczka kosztuje i wyjście do teatru też,jeśli wszyscy rodzice wpłacają pieniądze i zgadzają się na wyjazdy to atrakcji może być naprawdę dużo. Niestety wszyscy marudzą że mało się dzieje a jak przyjdzie co do czego nikt nie chce płacić co miesiąc na te atrakcje dzieci.

  2. Spróbuję odnieść kilka punktów do perspektywy tej drugiej strony, czyli „pań przedszkolanek”. Pracuję w przedszkolu, jednak nie typowym, a terapeutycznym, przeznaczonym dla dzieci z autyzmem. Moja perspektywa jest więc trochę ograniczona. Natomiast mogę stwierdzić, że:
    – spacery są ważnym elementem dnia – dzięki nim dzieci mają okazję ćwiczyć ubieranie i rozbieranie się, co zazwyczaj wykonują za nich rodzice oraz mogą zażyć świeżego powietrza i się przejść – rodzice nie chodzą z nimi na spacery, a niektóre dzieci do przedszkola wciąż przyjeżdżają w wózku, bo tak jest szybciej. Walczymy więc ze skutkami wygodnictwa rodziców.
    – nie mamy typowego „leżakowania”, ale po obiedzie jest relaks, czyli ok.15 min leżenia na kocu przy muzyce-odpoczywać też trzeba umieć
    – nie ma takiej możliwości, żeby w przedszkolu było chore dziecko. Chore dziecko=chorzy terapeuci i chore pozostałe dzieci, a więc utrata terapii. I nie działają lewe zaświadczenia od lekarza, o które nieraz starają się rodzice.
    – dorzucę coś od siebie: brak dbałości o higienę dziecka. Długie, czarne paznokcie, brudne uszy, porwane ubranie, unoszący się nad dzieckiem zapach nasilający się z każdym kolejnym dniem tygodnia – dzień jak co dzień.
    Zdaję sobie sprawę z tego, że w przedszkolach, zwłaszcza tych przepełnionych, nie dzieje się najlepiej. Jednak rodzice też mają swoje za uszami.
    Karolina

    • kontrolę zawsze można obejść, w grę wchodzi chyba tylko kamerka w misiu czy inne tego typu zagrania rodziców, a potem afera na całą Polskę.
      Niestety urzędnicy nie zawsze solidnie kontrolują takie placówki, a rodzice też nie protestują traktując niejednokrotnie przedszkole jak przechowalnię dziecka

      • Miewasz problem z ogarnięciem dwojki własnych dzieci a oczerniasz kobiety które ogarniają 25 dzieci? I twierdzisz że jesteś super? To one nadają się do wychowywania a nie Ty!!!

        • Droga „Szczera” czy ja kiedyś twierdziłam, że jestem super? Tak nie zawsze radzę sobie z własną dwójką, ale oddając dzieci do przedszkola chce, aby były w dobrych rękach i żeby poczuły się jak w domu, a nie jak w przechowalni.

          • Odnoszę wrażenie, że mimo tego, że przyznaje Pani, że „nie jest super” i nie zawsze radzi sobie z „własną dwójką” to oddając dzieci do przedszkola oczekuje Pani, że będzie tam idealnie, a nauczycielki będą super i poradzą sobie z grupą 25 jakże różnych dzieci. Zapomina Pani także, że oprócz Pani jest jeszcze grupa innych rodziców, którzy mają często inne oczekiwania i podejścia, a nauczyciele muszą się nagimnastykować, żeby spełnić ich oczekiwania. A te pomysły z kamerkami.. brak słów.

  3. Dziś wysłałam Michała 1 dzień do publicznego żłobka (grupa najstarsza, moblaby by byc pierwszą przedszkolną). Jestem przerażona tymi spacerami, zaznaczono mi to, ze jezeli pogoda jest „niebezpieczna” nie idą. Ja chodzę zawsze. Przy -10 zostawiam Małą w domu, ale Michał?

    Dobrze mu tam było. Dobrze się go odbierało. Mam nadzieję, że będzie dobrze. Sala duża, druga duża na leżakowanie. Mega pachnący obiad. Oby było dobrze 🙂

  4. Odnośnie chorych dzieci w placówkach publicznych- kiedyś podobno higienistka pracująca na codzień w przedszkolu mogła kazać rodzicowi zabrać do domu chore dziecko. W tej chwili -przynajmniej w moim mieście- takiej opcji nie ma. Prośby dyrektora i nauczycieli o przyprowadzanie zdrowych dzieci, o lojalność w tym względzie wobec innych rodziców i ich dzieci nie przynoszą efektu.W czasie grypowym większość ma nagle katar alergiczny – czytaj: zielony, ropny. Jak dziecko np. wymiotuje to wykonuje telefon informujący o tej sytuacji rodzica, a to jego dobra wola czy dziecko zabierze. Ja osobiście miałam przypadek, że rodzic zapytał czym dziecko wymiotowało i czy tego było dużo!, bo on nie wie czy ma po sens po syna przyjechać! Dodam do tego, że w większości zaobserwowanych przypadków(pracuję w przedszkolu ponad 10lat) problem „podrzucania” do przedszkola chorych dzieci dotyczy w 80% rodziców niepracujących! Pozdrawiam bezbakteryjnie 😉

  5. witam,
    bardzo zaciekawiły mnie Pani spostrzeżenia na temat przedszkola. Są one dla mnie wręcz zdumiewające bo jestem nauczycielem w przedszkolu. Chciałabym zwrócić szczególną uwage na punkty 7,8,9. Pracuje w prywatnym przedszkolu [obecnie jestem na urlopie macieżyńskim] i rzeczywiście u nas też stawia się na atrakcje, nauke i super akademie. Właściciel kładzie na to duży nacisk, uważając,że rodzice płacą więc wymagają, a nasze przedszkole jest tym „elitarnym”. Z Pani wypowiedzi wynika jednak,że rodzice wcale tego nie oczekują. Czy może Pani opisać swoje wymagania wobec przedszkola jako rodzic?
    dziękuje i pozdrawiam serdecznie

    • Patrycjo zmieniłam moim dzieciom przedszkole prawie rok temu z „elitarnego”, w którym było mnóstwo atrakcji, nauki i wspaniałe akademia (poziomem wyrastające do dzieci gimnazjalnych, a nie przedszkolnych) na mniejsze i bardziej przyjazne, gdzie nauka jest, ale nie w takiej ilości, atrakcja jedna na tydzień spokojnie wystarczy, a akademie są pełne śmiechu, bo dzieci się dobrze bawią i nie mają tremy. Czego oczekuję od przedszkola? Aby było dla mojego dziecka „drugim domem” – miejscem gdzie może czuć się bezpiecznie i dobrze się bawić z kolegami, uczyć owszem, ale przez zabawę, a nie dla efektu. W poprzedniej placówce czułam się jakbym oddawała dziecko do przechowalni, mój syn wracał smutny, przemęczony od nadmiaru nauki. Dało się tam wyczuć dążenie do wyścigu szczurów od małego, a tego chciałabym uniknąć. 🙂

  6. Pracuję w jednym z nich, przedszkole małe jeden nauczyciel, pani do pomocy (posiłki, sprzątanie i inne) i pani dyrektor, właściciel-konserwator. I prawdą jest, że P. dyrektor robi wszystko pod publikę. Ja jako stażystka niewiele mogę, zresztą choć teoretycznie mogę to w rzeczywistości słyszę, że to nie, tamto nie. Próbuję urozmaicić dzieciom zajęcia jak jestem w przedszkolu sama. Wymyślam różne ciekawostki a na placu przedszkolnym po prostu pozwalam szaleć i wybiegać się. Może dlatego, że najpierw odchowałam starsze dzieci a dopiero później zostałam nauczycielem. Nie zgadzam się z wieloma sytuacjami w tym przedszkolu, ale muszę to przemilczeć niestety. Spróbuję pracować z dzieciakami jak najlepiej i dam im się bawić. Chciała bym, tu pracować jak najdłużej, ale p. dyrektor musiała by coś zmienić w swoim podejściu do rodziców, dzieci, pracowników. Placówka istnieje 4 lata a ja jestem 7 nauczycielem w tych warunkach każdemu ciężko.

  7. Wszystko zależy od przedszkola, niestety rodzice nie mają wielkiej możliwości kontroli tego jak wygląda dzień. Najlepszym rozwiązaniem jest jak najwięcej rozmawiać ze swoją pociechą i rodzicami innych dzieci, z tego samego przedszkola jak i z innych przedszkoli żeby mieć porównanie. Opiekunka zdecydowanie nie powinna Cię spławić mówiąc, żebyś spytała synka, ale może po prostu miała gorszy dzień 🙂

  8. Mój synek chodzi do niemieckiego przedszkola i jest wszystko odwrotnie:jest tylko zabawa,bardzo mało nauki,żadnych akademii,stawianie na samodzielność np w ubieraniu a wręcz na samodecydowanie o sobie np w co się ubrać na dwór.dominuje zabawa na dworzu 365dni w roku,jak pada wszyscy mają obowiązkowe spodnie,kurtki na deszcz,kalosze i idź na dwór.ogólnie nic się dzieciom nie narzuca.wietrzy się non stop,wręcz chłodno jest i dość brudno,dzieci zahartowane,brudne,szczęśliwe?kto chce spać to śpi.dużo luzu,za dużo.dla mnie za mało robią,za mało atrakcji,ich motto to dzieci potrzebują nudy.za to synek gada w dwóch językach,nie było dnia żeby nie chciał iść do przedszkola.pierwszego dnia w przedszkolu bardzo mało dzieci płacze.mają radę dzieci,wybory.jeden dzień lasu w tygodniu dla tych co chcą.na dworzu chodzą po drzewach,bawią się deskami,jakimiś rurami:-)i co wy na to?:-)

      • Naprawdę?:-)a ja narzekam ze tu nic nie robią,że dzieci cały dzień latają,robią co chcą a później szok ze w szkole coś TRZEBA…Myślę że trzeba znaleźć złoty środek.Mój synek chodził do polskiego przedszkola 2tygodnie a ja mogłam się przyglądać co robią więc mam porównanie.faktycznie mało wychodzenia na dwór,przegrzewanie dzieci (to też wina rodzicow),stresujące dla dzieci akademie.w ogóle malo sportu w Polsce.tu dzieci chodzą na hale jak tylko nauczą się chodzic (moje tez).na zwykłej wsi mamy z10 rodzajów sportów do wyboru(dla mam tez)za jedyne 4,50 euro miesięcznie i dziecko chodzi na co chce.Super tego mi w Polsce brakuje.za to dyscyplina w Polsce lepszą,dzieci grzeczniejsze,bardziej usluchane,mniej rozmieszczone.tu mają wszystko od małego i nie cenią tego.ach można by książkę napisać i dyskutować bez końca na ten temat.a w przedszkolu Panie malo pilnują dzieci,bo dzieci muszą się pobawić bez nadzoru dorosłych.racja ale dla mnie to strach o 3letnie dziecko zostawione tam.Super że chcą żeby dzieci same rozwiązywali konflikty,ale czasem jednak trzeba interweniować prawda?

        • Nie ma niestety miejsc idealnych. Magda tak jak piszesz przydałby się złoty środek. Ty chciałabyś więcej dyscypliny w swoim przedszkolu, a ja więcej samodzielności i ruchu u nas. Idealnie byłoby to dobrze podzielić na pół. A z tym sportem to macie genialnie!
          Ale faktycznie pozostawienie konfliktów do rozwiązania 3-latkom to już przesada.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *